czwartek, 31 grudnia 2009

Na ambonie

Zanim zima zaatakowała na dobre, udało mi się jeszcze kilka razy wybrać do Puszczy Niepołomickiej. Zmieniłem jednak lokalizację i zamiast uderzać na starą ambonę, postanowiłem zbadać okolice rezerwatu Wiślisko Kobyle. Efekt tego rekonesansu był taki, że znalazłem... nową ambonę.
zdjęcia przyrody - ambona
Ambona jest zadaszona, w środku stoi nawet ławka - w sam raz na zimę:)Z góry obserwować można solidny kawał zaoranego pola, otoczonego lasem. Idealne (teoretycznie) miejsce na dużego zwierza!
zdjęcia przyrodnicze - ambona
Ambona ma jednak dwie wady. Po pierwsze, zwrócona jest na wschód. Oznacza to, że lepiej będzie korzystać z niej wieczorem niż o świcie. W przeciwnym wypadku zmuszony będę robić zdjęcia pod słońce. Drugi problem to wysokość. Ambona ma dobrych kilka metrów i jeśli pojawią się pod nią zwierzęta, to skazany będę na oglądanie ich grzbietów. Zdjęcia zrobione z takiej pozycji mogą mieć kiepską perspektywę.

Tyle teorii. A jak będzie w praktyce? Logika podpowiada, że jeśli w jakimś miejscu stoi ambona, to i zwierz musi się w tej okolicy pojawiać. Żeby tylko zechciał przyjść wtedy, kiedy będę na niego czekał...

środa, 23 grudnia 2009

Przekręt roku?

No to mamy aferę! Zdjęcie wilka, które zwyciężyło w tegorocznej edycji prestiżowego konkursu Wildlife Photographer of the Year może być mistyfikacją. Autor fotografii został oskarżony o oszustwo, a organizatorzy konkursu postanowili dokładnie zbadać całą sprawę.

Nagrodzone zdjęcia nosi tytuł The storybook wolf, a jego autorem jest José Luis Rodríguez z Hiszpanii. Fotograf postanowił je zrobić wiele lat temu, gdy wilk iberyjski (uznawany za gatunek zagrożony) powrócił w region Kastyia-León i zaczął siać spustoszenie wśród miejscowych krów. Fotografia, jak tłumaczy sam autor, ma przedstawiać "antyczny konflikt między człowiekiem i wilkiem oraz siłę i piękno tego legendarnego zwierzęcia".

Hiszpański fotograf długo szukał właściwego miejsca, w którym mógłby wykonać swoje wymarzone ujęcie. W końcu znalazł odpowiednią zagrodę, chętnego do współpracy farmera i, co najważniejsze, wilka.
fotografia przyrodnicza
Rodriguez Przez kilka tygodni wabił zwierzę mięsem i przygotowywał finezyjną foto-pułapkę. Początkowo wilk płoszył się przy każdym błysku flesza i trzasku migawki, lecz w końcu zwierz przyzwyczaił się do nowych warunków. Wtedy fotografowi udało się zrobić zdjęcie dokładnie w chwili, gdy wilk przeskakiwał przez ogrodzenie. Taka jest wersja Loiusa Rodrigueza. Urzekła ona jurorów Wildlife Photographer of the Year tak bardzo, że postanowili oni przyznać mu główną nagrodę (a do konkursu zgłoszono ponad 43 tysiące zdjęć!)

Teraz pojawiły się jednak głosy, że zdjęcie jest mistyfikacją. Grupa internautów zarzuciła Rodriguezowi, że uwieczniony na fotografii wilk jest zwierzęciem oswojonym, żyjącym w niewoli. Niektóry twierdzą nawet, że jest to niejaki Ossian z ZOO nieopodal Madrytu, którego rozpoznano dzięki charakterystycznej, czarnej plamie pod prawym okiem. Jeden spec od wilków dowodzi też, że zwierzę zostało specjalnie wytresowane, aby na polecenie fotografa przeskakiwać nad ogrodzeniem. Zdaniem owego speca (powołuje się na niego nawet pewna gazeta w Finlandii), "prawdziwy", dziki wilk nie przeskakiwałby płotu, lecz starał się przez ogrodzenie przecisnąć.

Rodriguez zapewnia, że zdjęcia jest autentyczne, wilk - dziki, a wszelkie zarzuty to złośliwość innych fotografów, wykorzystujących anonimowość internetu. Tak czy siak, cała sprawa wywołała spore zamieszanie, a organizatorzy konkursu - BBC Wildlife Magazine i Muzeum Historii Naturalnej w Londynie - postanowili dokładnie ją wyjaśnić. Jeśli okaże się, że wilk faktycznie był tresowany, a Rodriguez ten fakt zataił, wówczas Hiszpan może stracić nagrodę (bagatela - 10 tysięcy funtów).

Regulamin konkursu stwierdza bowiem wyraźnie, że fotografowie mają obowiązek poinformować jury, czy ich zdjęcia przedstawiają zwierzęta oswojone czy też dzikie. Fotografie tych drugich mogą liczyć na specjalne preferencje, a zdjęcia zwierząt tresowanych mogą zostać w ogóle niedopuszczone do udziału w konkursie. Ostateczna decyzja w sprawie Rodrigueza ma zapaść na początku przyszłego roku.

środa, 16 grudnia 2009

Fotografia przyrodnicza według Canona

Zdjęcia przyrody stały się głównym motywem nowej kampanii reklamowej firmy Canon, promującej lustrzankę EOS 7D. Kampania nosi tytuł "Take Stories", a jej głównym bohaterem jest fotograf przyrody - Fergus Kennedy.

Zaprezentowana przez Canona reklama (nagrana, nawiasem mówiąc, właśnie EOS-em 7D) pokazuje Kennedy'ego podczas fotografowania dzikich koni biegnących przez słone laguny w regionie Carmague w południowo-zachodniej Francji. Teren ten to jedna z największych delt rzecznych w Europie i siedlisko tysięcy flamingów. Brzmi dobrze, a na reklamie Canona wygląda tak:


Pełną kampanię "Take Stories" można obejrzeć również na stronie internetowej Canona.

Japoński producent zachwala w ten sposób EOS-a 7D jako idealne narzędzie do fotografowania dzikiej przyrody. Czy słusznie? Tego nie wiem, bo nowej "siódemki" w życiu nie miałem w rękach. Aparat sytuuje się gdzieś w połowie drogi między modelami 50D i 5D Mark II. Posiada 18-megapikselową matrycę APS-C, 19 punktowy autofokus i może robić zdjęcia z szybkością 8 klatek/s. Maksymalna czułość matrycy wynosi 12800 ISO.

Dla fotografa przyrody ważne może być to (choć pewnie wieeelu się ze mną nie zgodzi), że aparatu nie wyposażono w matrycę pełnoklatkową. Związane z tym wydłużenie ogniskowej przyda się podczas fotografowania zwierząt z dużej odległości, kiedy każdy milimetr jest na wagę złota. Cieszą też wysoka czułość (jakże przydatna przy słabym świetle) i duża szybkość zdjęć seryjnych. Zastanawiam się tylko nad działaniem autofokusa, z którym lustrzanki Canona często mają problem.

Ale reklama reklamą, a życie życiem. EOS 7D pewnie równie dobrze sprawdzi się w fotografii przyrodniczej, jak i każdej innej. Nie popadajmy w sprzętowy onanizm - najwięcej zawsze zależy od fotografa, jego wiedzy i umiejętności. Robiąc zdjęcia dzikim zwierzętom trzeba też mieć dużo cierpliwości i szczęścia. Ostatnie słowo i tak zawsze należy do zwierza, bo albo z lasu wylezie, albo nie...

piątek, 11 grudnia 2009

Remanent 3

Tak zwany "wieszcz" twierdził kiedyś, że "pełne zwierza bory". Może to i prawda, ale ów zwierz wyraźnie mnie ostatnio ignoruje i z boru wyłonić się nie chce :( Nic to! Po raz kolejny przegrzebałem dzięki temu mój zaśmiecony dysk i znalazłem stary katalog ze zdjęciami saren. Wybrałem z niego zapomnianą fotografię, którą udało mi się zrobić zeszłej zimy w Lesie Wolskim.
zdjęcia zwierząt - sarna
Był początek stycznia. Widoczność w lesie znakomita, lekki mróz, pod nogami cienka warstwa śniegu, a na nim - gąszcz świeżych śladów. Chciałem wytropić zwierza, ale to zwierz wytropił mnie. W pewnej chwili, kilkanaście metrów od ścieżki pojawiła się sarna. Nie widziałem jej wcześniej. Wyrosła jak spod ziemi i pasła się spokojnie, nie zwracając na mnie uwagi. Na grzbiecie miała brunatne, zimowe futro, lekko przypruszone śniegiem.

Zdjęcia robiłem z ręki, 300 mm zoomem. Chciałem podejść jak najbliżej, ale od sarny oddzielała mnie plątanina gałęzi. Ustawiłem w aparacie centralny punkt autofokusa i starałem się złapać odpowiedni kadr. Częściowo się udało, ale AF i tak pogubił się między patykami. Dobrze, że zdołałem przynajmniej uchwycić moment, w którym sarna spojrzała w obiektyw. Chwilę później już jej nie było.

A zdjęcie? Choć zrobione w kolorze, wygląda trochę jak czarno białe. Fotografowanie w takiej scenerii wymusiło na mnie korektę ekspozycji: +2/3 w aparacie i potem jeszcze trochę przy obróbce. Efekt? Śnieg na zdjęciu jest biały. Gdybym całkowicie zaufał wskazaniom światłomierza, zdjęcie byłoby niedoświetlone, a śnieg - szary. Co prawda cała reszta i tak jest szara, ale taki już urok zimy. Nic na to nie poradzę.

piątek, 4 grudnia 2009

Wprawki strzeleckie

Równowaga w przyrodzie być musi! Zdjęcia nie zawsze trzeba robić w trudnych warunkach i nie zawsze też trzeba męczyć się z obróbką fotografii w programie graficznym.
zdjęcia ptaków - sikorka
Przekonałem się o tym ostatnio, fotografując ptaki przy karmniku. Sesja nie była może nadzwyczajna (jej bohaterkami były sikorki, których do karmnika specjalnie zapraszać nie trzeba), ale trafiło mi się za to dobre światło. Ratowałem się w prawdzie wysoką czułością (1600 ISO) i musiałem skorygować ekspozycję (-1 stopień), ale udało mi się dzięki temu "zamrozić" te ruchliwe ptaki i uzyskać względnie nieporuszone zdjęcia. 1/400 sekundy zrobiła swoje. Później wystarczyły już tylko drobne poprawki: delikatne podbicie ekspozycji, poprawa balansu bieli i kontrastu oraz wyostrzanie.
zdjęcia ptaków sikorka
Przy okazji testowałem też nowy obiektyw. W zeszłym sezonie działałem przy pomocy szkła 70 - 300 mm. W tym roku zaopatrzyłem się w zoom o ogniskowej 150 - 500 mm i trzeba przyznać, że te 200 mm (przy odległości 3 metrów od karmnika) robi na prawdę ogromną różnicę. Szkoda tylko, że póki co przy karmniku pokazują się tylko sikorki...
zdjęcia ptaków - sikorka

czwartek, 26 listopada 2009

Zdjęcia zwierząt niewidzialnych

Tym razem trochę o fotografiach, które nie wyszły. Sam nie wiem ile razy zdarzyło mi się wybrać na łowy, namierzyć zwierza, zrobić zdjęcie i... nie mieć zdjęcia. Dlaczego tak się działo? Przyczyny były różne. Najczęściej winna była odległość. Nieraz obserwowałem rozmaite okazy z tak dużego dystansu, że robienie im zdjęć nie miało większego sensu - zwierzęta byłyby widoczne na fotografii jako mikroskopijne kropki. Owszem, takie zdjęcia zawsze można wykadrować, ale wiadomo - im większy crop, tym większa utrata jakości. Cóż... zobaczyć zwierza to jedno, a zrobić mu zdjęcie to już całkiem inna historia. Niestety, dzikie zwierzęta raczej unikają ludzi i trzeba mieć wiele szczęścia, żeby zrobić im zdjęcie z kilku metrów.
Fotografia zwierząt - Dzik
Drugą przyczyną był brak światła. W naturze najwięcej dzieje się (czytaj: najłatwiej spotkać zwierza) wczesnym rankiem lub o zmierzchu. A wtedy światła jest akurat najmniej:( Efekty tego bywają dla zdjęć opłakane. Fotografie są poruszone i nieostre, albo - przy wysokiej czułości - straszliwie zaszumione. Koszmar! ISO 800 lub 1600 mam już ustawione w aparacie praktycznie na stałe, ale i to czasem nie wystarcza. Przykład? Spotkanie z jeleniami.
fotografia przyrodnicza - lis
Kolejnym problemem bywała mgła, która o świcie często zalega w lesie i nad łąkami. Zdjęcia zwierząt zrobione w takich warunkach pozbawione są kontrastu, a jego usilne odzyskiwanie w programie graficznym daje mierne efekty. Fotografie są blade i tracą szczegóły.

Zdjęcia ze starego albumu
I tak to właśnie nazbierało mi się trochę zdjęć, z którymi właściwie nie wiedziałem co zrobić. Ale pewnego dnia doznałem olśnienia: postanowiłem pobawić się w artystę! Pamiętam, że w dzieciństwie ślęczałem jak zaczarowany nad starym albumem Włodzimierza Łapińskiego "Wędrówka po puszczy". Było w nim wiele czarno białych, ziarnistych, zrobionych wczesnym świtem zdjęć. MIAŁY NIESAMOWITY KLIMAT! Kiedy trochę podrosłem, album powędrował na kilka lat z powrotem na półkę, ale gdy zrobiłem moje pierwsze zdjęcie lisa, wróciłem do niego. Zachwycił mnie jeszcze bardziej!
zdjecia zwierzat - sarna
Ale jak to się ma do moich nieudanych zdjęć? Ano tak, że gdy się im dobrze przyjrzałem, postanowiłem zrobić z nich fotografie czarno białe. Po usunięciu kolorów miałem przed sobą zupełnie inne, dużo bardziej "wytrzymałe", zdjęcia. Nie przeszkadzało im kadrowanie, mogłem w ekstremalny sposób regulować ich kontrast, a one dalej miały w sobie TO COŚ. Dodałem nawet trochę ziarna. Prawie jak w starym albumie...

czwartek, 19 listopada 2009

Remanent 2

Gdy już na dobre odpaliłem cały ten bajzel z karmnikiem, postanowiłem pogrzebać trochę w zdjęciach, które zrobiłem przy nim w zeszłym sezonie. I co? I wygrzebałem dwie zapomniane fotografie. Na pierwszej jest dzwoniec (tak, wiem - gałęzie są chamsko obcięte :)) Ptak ten zalatuje do mojego karmnika stosunkowo rzadko, ale jeśli się już pojawi, to fotografowanie go jest czystą przyjemnością. Dzwoniec to ptak - flegmatyk: przylatuje, siada na gałęzi i tępo rozgląda się wokół. Nuda! Kilka raz nawet zorientował się, że robię mu zdjęcia, ale zupełnie mnie zignorował. Widocznie nie jestem dla dzwońców atrakcyjny:)
zdjęcia ptaków - dzwoniec
Na drugim zdjęciu jest, a jakże, rudzik - mój ulubieniec (oczywiście drugi po koźle, ale przecież kozioł to nie ptak!) Było to pierwsze zdjęcie rudzika, jakie kiedykolwiek udało mi się zrobić. Nie wiedziałem wtedy jeszcze nawet, że rudzik to rudzik i, co najciekawsze, w dniu powstania tej fotografii... nie robiłem zdjęć. Owszem, kręciłem się koło altanki i miałem w łapie aparat, ale nie planowałem zrobić z niego jakiegokolwiek użytku. Ale to jeszcze nie koniec. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon (pamiętam nawet kto dzwonił:)) Wyjąłem z kieszeni komórkę i zacząłem gadać.
zdjęcia ptaków - rudzik
- Tak, tak Marysiu - tłumaczyłem pewnie coś mojej znajomej, gdy nagle, kątem oka, zauważyłem między gałęziami małego, rudego ptaszka. Z telefonem przy uchu, obsługując aparat jedną ręką, strzeliłem zdjęcie. I co? Złe? Rudzik jak ta lala! Ale od tamtej pory staram się już nie zabierać ze sobą telefonu, gdy wybieram się na zdjęcia. I z Marysią od tego czasu też już nie rozmawiałem:)

sobota, 14 listopada 2009

Zdjęcia przyrodnicze z rogami

I wreszcie udało się! Podczas moich wypraw do Puszczy Niepołomickiej, spotkałem w końcu (i to nawet dwa razy) jelenie. Zdjęcia, które im zrobiłem mogłyby być, łagodnie mówiąc, trochę lepsze. Okoliczności były niestety wybitnie niesprzyjające, ale mimo tego, oba spotkania z rogaczami zapamiętam na długo. Cóż... czasami (a nawet bardzo często) zdarza się, że zdjęcia przyrodnicze nie są perfekcyjne technicznie. Zawsze mają jednak swój KLIMAT. A z jeleniami było tak:

W ciemnościach
Spotkanie pierwsze. Jest wrzesień, czas rykowiska. Na ambonę dotarłem dobrze przed wschodem słońca. Wokoło panowały jeszcze ciemności i z trudem mogłem odróżnić kontury drzew. Las był czarną, nieprzeniknioną plamą. Zasiadłem na szczycie ambony, czekam. Nagle udało mi się dostrzec ruch. Z ciemności wyłoniły się jakieś zwierzęta. Pierwsze skojarzenie: krowy? Uciekły z pastwiska? Skąd się tu wzięły? Ale te "krowy" zachowują się jakoś dziwnie. W jednym momencie wykonały zwrot, nabrały rozpędu i... zderzyły się rogami. Nad łąkami uniósł się głuchy trzask. JELENIE!!!
zdjęcia przyrody - jeleń
Chwytam aparat, chcę robić zdjęcia, ale jest za ciemno. Zwierzęta są prawie niewidoczne, ledwo dostrzegam ich sylwetki. W wizjerze - czarna rozpacz. Czułość ustawiona na 3200 ISO. Mój aparat więcej nie może. DRAMAT! Zaczynam strzelać na oślep. Jedna seria, potem druga. Może trafię. W końcu zwierzęta odchodzą - koniec fotografowania! A efekt? Taki sobie. Więcej zrobić nie mogłem.

W biegu
Na kolejne spotkanie z jeleniami musiałem czekać dwa miesiące. Przyszedł listopad, po pierwszych jesiennych przymrozkach łąki pokrył szron. W powietrzu unosiła się delikatna mgła. Do lasu zawitałem już po wschodzie słońca i na brak światła narzekać nie mogłem. Niewiele mi to pomogło:(
zdjęcia przyrodnicze - jeleń
Gdy jadę na łowy zawsze zostawiam samochód na łące - 200, może 300 metrów od ambony. Wypakowuję sprzęt i pokonuję ten dystans piechotą. Przejście przez łąkę trwa tylko chwilę. Tak miało być i tym razem. Ale nie było! Udało mi się odejść ledwo kilka kroków od samochodu, gdy zauważyłem całą wycieczkę rogaczy. Byki przechodziły tuż pod amboną. A MNIE NA NIEJ (JESZCZE) NIE BYŁO!!! Nie myśląc wiele rzuciłem się biegiem przez łąkę. Zwierzęta nie zauważyły mnie i spokojnie odchodziły w stronę wysokich zarośli - jeszcze chwila i straciłbym je z oczu. Nie miałem wyjścia. Zdjęcia robiłem w biegu! Gdy dotarłem do ambony było już po wszystkim.

Czekałem jeszcze kilka godzin, licząc naiwnie, że może jelenie postanowią wrócić tą samą drogą. Nic z tego. Gdybym był na miejscu kilka minut wcześniej, miałbym rogacze na widelcu. ALE JA JE JESZCZE DORWĘ! Będę w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. I będzie dobre światło...

sobota, 7 listopada 2009

Sezon na ptaka - zdjęcia przyrody latającej

No to mamy jesień! Pogoda przestała się nadawać do czegokolwiek, w związku z czym postanowiłem reaktywować karmnik, przy którym działałem w zeszłym sezonie. Przepis na zdjęcia przyrody skrzydlatej jest taki sam, jak poprzednio. W ogródku wkopałem w ziemię palik, na którym zawiesiłem karmnik. Do konstrukcji tej przymocowałem jeszcze w gałęzie. Ptaki przylatują do karmnika po ziarno, później siadają na gałęziach, a ja robię im zdjęcia.
karmnik dla ptaków
Naprzeciwko karmnika stoi altana, którą okryłem siatką maskującą. W altanie mogę się ukryć razem z całym sprzętem i spokojnie czekać na ptaki. Nad głową mam dach, a pod tyłkiem ławeczkę. Sielanka:)
karmnik dla ptaków
Z perspektywy fotografującego (czyli z mojej) wygląda to mniej więcej tak:
armnik dla ptaków
W zeszłym roku do karmnika przylatywała głównie drobnica: sikorki, wróble, rudziki. Było też trochę sójek, czasem pojawiał się dzwoniec. Mam nadzieję, że w nowym sezonie zjawią się też przedstawiciele innych gatunków. Po cichu liczę na gile. Ptaki te swego czasu (zanim wpadłem na pomysł, aby fotografować przyrodę) przylatywały w moje strony dość regularnie. Od kiedy wziąłem do ręki aparat, nie pojawiły się ani razu. Wyczuły mnie?

Karmnik pomaga przetrwać zimę i ptakom i mnie. Przyznam szczerze, że wolę uganiać się za zwierzętami, które natura wyposażyła w futro, kopyta i rogi lub też we włochate ryje. Krótkie, zimowe dni i mróz utrudniają jednak wyprawy do lasu. Cóż... pióra i dzioby też są fotogeniczne.

PS: Wziąłem sobie do serca wskazówki wszystkich, którzy zwracali uwagę na to, że na niektórych zdjęciach rażą brzydko przycięte gałęzie. W tym roku korzystałem z sekatora dużo oszczędniej.

czwartek, 29 października 2009

I znowu lis, czyli fotografia przyrodnicza bywa nudna

Powrót na stare śmieci! Od tej całej Afryki trochę zakręciło mi się w głowie, ale czas już wrócić do rzeczywistości. Wybrałem się więc do Niepołomic. Tam też jest dobrze! Znam teren, mam już opracowaną ambonę, na której czuję się PRAWIE jak w domu. Czego chcieć więcej? Jako, że mamy już jesień i słońce wschodzi późno, postanowiłem, że nie będę się katował wstawaniem o jakiejś niecywilizowanej porze. Jeśli nawet połowa lasu postanowiłaby wyjść mi na spotkanie, to w ciemnościach zdjęcia i tak nie zrobię. To się nazywa LENISTWO! Ustawiłem więc budzik na godzinę szóstą i do boju! Dzień jak co dzień, można by rzec, z tą tylko subtelną różnicą, że zamiast przedzierać się do tramwaju wyruszyłem na łowy. Fotografia przyrodnicza to jest to!
fotografia przyrodnicza - lis
Na miejscu byłem niemal równo ze wschodem słońca. Nad łąkami delikatna, jesienna mgła. Cisza i absolutny bezruch. Dotarłem do ambony i po chwili byłem już na górze. Czekam! Mijają minuty, później godziny, nowy dzień wstał już na dobre. Nic się nie dzieje. Ziemia przed amboną zryta niemiłosiernie, ale dzik pokazać się nie chce. Nagle, kątem oka, zauważam jakiś ruch. Łąką biegnie lis! Szybki zwrot i celuję w niego obiektywem. Seria zdjęć, trzask migawki - lis zamarł i patrzy na mnie zaciekawiony. Kolejna seria zdjęć - udało się! Lis nie ma już jednak ochoty dłużej mi się przyglądać i odchodzi w swoją stronę. I znowu ON - myślę sobie. Powtórka z rozrywki, to już było. Lis(y) musi mieć norę gdzieś nieopodal mojej ambony. Biega sobie po łące i co jakiś czas trafia na jednego szaleńca z aparatem. Nuda! A dziki i jelenie? Postanowiłem sobie, że będę jeździł do Niepołomic dopóty, dopóki nie dopadnę w końcu czegoś z ryjem lub z rogami!

wtorek, 20 października 2009

Remanent

Porządkując swój dysk znalazłem ostatnio stare, zapomniane zdjęcie pokląskwy. Pokazałem je kilku znajomym, którzy orzekli gremialnie, że JEST DOBRZE. Czy rzeczywiście? Tego nie wiem, ale przypomniałem sobie za to dość zabawne okoliczności, w których rzeczone zdjęcie powstało. Było to podczas jednej z licznych zasiadek na mojego ulubioego kozła. Głęboką nocą wybrałem się do czatowni. Czekałem już dobrych kilka godzin, na zewnątrz zaczęło się rozjaśniać, wzeszło słońce, budził się dzień. Kozła, tradycyjnie, brak!W pewnym momencie wokół czatowni zaroiło się od ptaków. Były to pokląskwy.
zdjęcia ptaków - pokląskwa
Przysiadały na łodygach traw, skakały po namiocie. Nagle jedna z nich sfrunęła na obiektyw i zaczęła zaglądać do środka czatowni. Spotkanie twarzą w twarz! Przyglądaliśmy się tak sobie przez dłuższą chwilę, ale że nie bardzo było o czym gadać, pokląskwa odleciała. Trudno, co zrobić? Postanowiłem jednak zapomnieć na chwilę o wrednym koźle i zająć się ptactwem. Miałem dobre światło. Okazja nadarzyła się, gdy jeden z tych filigranowych ptaków przysiadł na chwilę na łodydze, kilka metrów przed czatownią. BUM! Oto i zdjęcie. A kozioł? Nie przyszedł! Pozostało mi tylko pozbierać zabawki i wrócić do domu. I jeszcze jedno: po wszystkim musiałem jeszcze oczyścić namiot z cuchnących pamiątek po ptasich odwiedzinach. Że też tak mały ptaszek potrafi zrobić tak wielką...

sobota, 10 października 2009

Afrykański epizod cz. II: Pingwiny

Południową Afrykę zamieszkuje też jedyny afrykański gatunek pingwina, zwany pingwinem przylądkowym lub, po prostu, pingwinem afrykańskim. Miałem to szczęście, że mogłem obserwować te ptaki w nadmorskiej filii Parku Narodowego Góry Stołowej. Ze specjalnej platformy można tam podziwiać kolonię liczącą około trzech tysięcy osobników.
zdjęcia przyrodnicze - pingwin
Pingwiny nie należą, łagodnie mówiąc, do zwierząt specjalnie ruchliwych. Sterczą bez ruchu na plaży lub wylegują się na skałach, więc fotografowanie ich nie jest większym wyzwaniem. Przypomina trochę (Z CAŁYM SZACUNKIEM DLA PINGWINÓW!) nudną pracę z modelką.
zdjęcia zwierząt - pingwin
No dobrze, może pingwiny są mniej kapryśne, ale już samo nakłonienie jednego z nich, by spojrzał w obiektyw było nie lada sztuką. Efekt: pingwin jaki jest, każdy widzi!
fotografia przyrodnicza - pingwin

środa, 30 września 2009

Afrykański epizod

Zdarzyło się pewnego razu, że opuściłem urokliwe polskie lasy i wyruszyłem na wyprawę do dalekiej Afryki. Nawet bardzo DALEKIEJ, bo aż na sam jej "dół" - do RPA. Kraj to wielki i ciekawy, ale mi udało się zwiedzić jedynie niewielki jego fragment, a mianowicie okolice Kapsztadu. Nic to! Załapałem się za to na SAFARI!!! Rzecz działa się w rezerwacie Aquilla w Górach Przylądkowych. Serengeti to może nie jest, bo ma ledwo 4 500 hektarów powierzchni, ale na mnie (a byłem w Afryce pierwszy raz w życiu!) zrobiło piorunujące wrażenie. Pod nogami rdzawoczerwona, afrykańska ziemia, na horyzoncie góry. Piałem z zachwytu!
fotogafia przyrodnicza - nosorożec
Załoga rezerwatu wsadziła mnie do zdezelowanego Land Rovera i razem z innymi zapaleńcami ruszyliśmy przed siebie. Dookoła prawdziwe bogactwo zwierza, ale ze zdjęciami wcale nie było łatwo. Samochód trząsł niemiłosiernie na wyboistej drodze. Dobrze, że się nie rozleciał:)
zdjęcia przyrody - nosorożec
Największymi gwiazdami safari były nosorożce. Dwa kolosy ułożyły swoje cielska na ziemi i w ogóle nie zwracały na nas uwagi. Można było fotografować je z każdej strony. W tle pasły się zebry. - Can you drive a little further? - prosiliśmy kierowcę - just one meter. Samochód zbliżał się do zwierząt coraz bardziej.
zdjęcia przyrodnicze - nosorożec
W końcu jeden z "modeli" poczuł się rozgniewany naszą obecnością i powstał. Musieliśmy odjechać. Rozjuszony, szarżujący nosorożec jest w stanie przewrócić samochód.
zdjęcia zwierząt - słoń
Jedziemy więc dalej. Nagle między skałami pojawiają się słonie. Kroczą powoli, dostojnie. Prawdziwa potęga!
fotografia przyrodnicza - springbok
Wokół samochodu cały czas krążyła "drobnica". W pewnym momencie, tuż przed maską, wypadł na drogę springbok - narodowa maskotka Południowej Afryki.
zdjęcia przyrody - zebra
Chwilę później pojawiły się zebry. Aparat gotował mi się w rękach! Tego dnia widziałem jeszcze strusie i całe stado antylop gnu. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Nic nie trwa jednak wiecznie. Safari się skończyło, trzeba było wracać. Reasumując: wyprawa do RPA - 12 godzin męczącego lotu, wrażenia z safari - BEZCENNE!!!

środa, 16 września 2009

Festiwal saren

Niepołomice po raz kolejny. I tym razem bez specjalnych fajerwerków; "obiecane" dziki i jelenie znów się nie pojawiły. Na ambonie też po staremu - było zimno, twarde deski niemiłosiernie gniotły w dupę. Nuda, można by stwierdzić, gdyby nie jeden szczegół. Prawie przez cały czas mojego dyżuru na ambonie (a było to dobrych kilka godzin) towarzyszyło mi całe mrowie saren. Najpierw pojawiły się trzy. Wyszły z lasu i w najlepsze pasły się na łące. Na nic nie zwracały uwagi. Szkoda tylko, że nie chciały podejść bliżej. Dzieliło mnie od nich kilkadziesiąt metrów - na dobre zdjęcie nie miałem szans.
fotografia przyrodnicza - sarna
Druga dwójka buszowała w wysokich trawach wprost przed amboną. Wiedziałem o nich, ale uparte bestie nie miały najmniejszego zamiaru wyjść na otwartą przestrzeń. Musiałem czekać. W końcu dały za wygraną - wyłoniły się z zarośli i podeszły trochę bliżej. W pewnym momencie były nawet kilka metrów od ambony, ale (jak pech to pech!) zmarnowałem doskonałą okazję na zdjęcie. Cóż... muszę jeszcze popracować nad OPANOWANIEM!
zdjęcia przyrody - sarna
Na ostatnią parę saren natknąłem się już po zejściu z ambony. Wracałem do samochodu, gdy z lasu za moimi plecami wypadły nagle na łąkę dwie zawodniczki. Nim zdążyłem zawrócić i podejść trochę bliżej, jedna z nich odeszła. Na szczęście druga była tak miła, że postanowiła przyjrzeć mi się trochę uważniej. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Najlepsze tego dnia.
zdjęcia przyrodnicze - sarna

środa, 9 września 2009

Lis(ica), który miał być jeleniem

Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie wyprawa do Puszczy Niepołomickiej. Kawał lasu, stosunkowo blisko i, jak stwierdził mój znajomy z Kudłaczy, "jelenia tam można w biały dzień zobaczyć". Postanowiłem spróbować. Najpierw zasięgnąłem języka u miejscowego leśniczego. Chciałem poznać miejsca, gdzie szansa na zwierza jest największa. I poznałem! - To jest miejsce na dzika i na jelenia - usłyszałem od leśniczego, gdy ten zabrał mnie w teren - Tam jest ambona, na której możesz czekać. Szansa jest bardzo duża - orzekł. Brzmiało więcej niż dobrze. Kilka dni później wyruszyłem na łowy.
Akcję zacząłem głęboką nocą. Jest godzina 2, budzik wyrywa mnie ze snu. Mechanicznie ubieram się i pakuję przygotowany wcześniej sprzęt. Szybki łyk kawy i do auta. Po godzinie jestem na miejscu. Do wschodu słońca zostało jeszcze trochę czasu. Otwieram drzwi samochodu i... zderzam się ze ścianą komarów. Jest ciężko! W ciemnościach wszystko wygląda inaczej. Nie widzę ambony, nie wiem, w którą stronę mam iść. Po omacku ruszam przez łąkę. W pewnym momencie na mojej drodze staje głęboki, zarośnięty rów. Chwilę się zastanawiam i postanawiam sforsować przeszkodę. Niezgrabnie przedzieram się przez zarośla. Z traw podrywają się miliony meszek. ARMAGEDON! Wreszcie widzę drabinkę - jest ambona! Chwila "wspinaczki" i jestem na górze. Pozostaje tylko czekać.
zdjęcia przyrody - lis
Robi się coraz jaśniej, nad łąkami gęsta mgła. Wokół idealna cisza, nie słychać nawet ptaków. Nagle dostrzegam jakiś ruch. Wytężam wzrok i JEST, COŚ PODCHODZI!. Z mgły wyłania się lis. Zaraz za nim pojawia się drugi - młody. Człapie przez chwilę po łące i zatrzymuje się. Dalej iść nie chce! Pierwszy lis(ica)wraca i pyskiem wskazuje młodemu maruderowi właściwy kierunek. Ruszają dalej. Są coraz bliżej, ale co chwilę znikają w wysokich trawach i tracę je z oczu. Nagle lisica wyłania się z zarośli. JEST TUŻ POD AMBONĄ! Zabieram się do roboty. Lisica usłyszała migawkę i spogląda wprost w obiektyw. Na to czekałem. I to by było na tyle. Lisy odchodzą, jelenie ani dziki się nie pojawiły. Pora zejść z ambony - na dzisiaj koniec. Powrotną drogę do auta odnalazłem już bezbłędnie.

wtorek, 1 września 2009

Mój ulubieniec

Jest taki zwierz, z którym łączy mnie szczególna więź. Tym zwierzem jest kozioł, regularnie wędrujący po łąkach nieopodal mojego domu. Żadnego innego zwierzaka nie miałem sposobności obserwować tak często. Żadnego innego nie starałem się też sfotografować tak długo i tak BEZSKUTECZNIE!!!
Mój ulubieniec (rozpoznaję go po charakterystycznym porożu) kursuje na trasie las - strumień. Niby nic niezwykłego, ale jest jeden problem. Między lasem, a strumieniem rozciąga się solidna łąka. Trawy na niej wysokie, więc zbliżyć się do strumienia nie sposób. Każdy krok w szeleszczących zaroślach wypłasza wszystko co żyje:( Próbowałem wszystkiego! Najpierw znalazłem sobie odpowiednie, jak mi się początkowo zdawało, miejsce na skraju łąki. Czekałem, czekałem i nic. Kozioł pojawiał się kilka razy, wystawiał z traw głowę (lub inną część ciała) i po chwili znikał w zaroślach. Najmniejszych szans na zdjęcie. Raz nawet wybiegł wprost na mnie i zatrzymał się w odległości nie większej niż trzy metry. Towarzyszyła mu jego urocza połowica. Wszystko fajnie, ale... nie zdążyłem jeszcze wyjąć aparatu. Bezczelna bestia!!!
zdjęcia przyrodnicze - sarna
Postanowiłem więc zbudować czatownię. A co! Na łące rozbiłem namiot, zamaskowałem go gałęziami, przychodziłem przed wschodem słońca. Kozioł się nie pojawił. Efekt miesięcznego uganiania się za tym niewdzięcznikiem byłby żaden, gdyby nie jedna, przypadkowa fotografia. Zmierzałem akurat na moją łąkę, gdy nagle, w połowie drogi pojawił się ON. Przez chwilę pasł się spokojnie i tylko dzięki temu zdążyłem wydobyć aparat i strzelić z ręki szybką fotkę. Nie trudno się domyślić, że tego dnia kozioł się już nie pokazał...

wtorek, 25 sierpnia 2009

Bliskie spotkanie

Kolejna wyprawa w Beskid Makowski. Znów na Kudłacze, ale tym razem samodzielnie, bez myśliwego-przewodnika. W lesie wczesna wiosna. Z gór zeszły już śniegi, tylko gdzieniegdzie zalegają białe, zmrożone łaty. Postanawiam działać z zasiadki, mam już upatrzone miejsce.
Oddalam się od schroniska i schodzę kilkadziesiąt metrów od szlaku. Jestem w lesie sam! Przede mną łagodnie opadający stok, mogę wypatrzyć zwierzęta z daleka. Ukrywam się w płytkim wykrocie i okrywam peleryną. Plan jest prosty: CZEKAĆ!!!
Godziny wleką się niemiłosiernie. Herbata w termosie już zimna, chce się sikać, zwierza brak. Obserwuję cały teren przez lornetkę. Wreszcie jest! W oddali pojawia się młoda sarna. Błąka się przez chwilę po ścieżce i znika w zaroślach. Chwilę potem podchodzi stary kozioł. Trze rogami o drzewa. Nic z tego - jest za daleko.
Czas się zatrzymał. Zaczyna padać. Wytrzymuję kolejną godzinę i nic. W lesie coraz ciemniej. Nie tym razem - postanawiam i zaczynam zwijać sprzęt. Pora wracać do schroniska. Kolejna próba jutro.
zdjęcia przyrody - sarna
Podejście drugie: melduję się w moim wykrocie o czwartej nad ranem. Jest niesamowicie zimno!!! Nad lasem wschodzi słońce. Stok tonie w ciepłym, bocznym świetle. Idealne warunki do zdjęć. NIECHŻE COŚ PODEJDZIE - powtarzam sobie w myślach. Podchodzi! Tym razem nie musiałem czekać długo. W górę zbocza, bardzo powoli, wędruje sarna. Czujnie obserwuje las. W pewnym momencie jest kilka metrów ode mnie. Zaczynam "strzelać". Sarna usłyszała migawkę i zamarła. Patrzy wprost na mnie, ale mnie nie widzi. Kolejna seria zdjęć, a ona wciąż stoi. Spogląda prosto w obiektyw. Znów seria i znów nic. Brak reakcji. Odsuwam aparat i patrzę na nią. Ona odwdzięcza się tym samym. Zaczyna się robić nudno! W końcu sarna odwraca się i odchodzi. Wciąż wolno i spokojnie. To był TEN moment. Dziś już więcej nie zdziałam. Po chwili i ja zaczynam się pakować. Wracam do schroniska, żeby się ogrzać. Zrobiłem właśnie jedno z moich ulubionych zdjęć!

środa, 19 sierpnia 2009

Sójka - ptak na grzyby

Sójka to niezwykle ładny, fotogeniczny ptak. Jest też niestety zwierzęciem bardzo czujnym i płochliwym. Najcichszy nawet szmer potrafi wzbudzić jej niepokój i o zdjęciu możemy zapomnieć. Nim po raz pierwszy udało mi się sfotografować sójkę, musiałem się zdrowo nakombinować.
A było to tak: jesienią zaobserwowałem, że do mojego karmnika regularnie (ok. godziny 10 i 15!!!)przylatuje nasza bohaterka. Wszelkie próby zrobienia jej zdjęcia były jednak nieskuteczne. Zawsze byłem zbyt wolny, za szybki, w złym miejscu, albo za głośno. Dramat! W mądrych książkach przeczytałem co nieco o diecie sójek i starałem się je przywabić miażdżonymi orzechami i żołędziami. Też nic:( Udało się, jak to często bywa, przypadkiem. Gdy pewnego dnia "dyżurowałem" przy karmniku pojawiła się ONA. Była tak blisko, że nie mieściła się w kadrze. Jakimś cudem zdążyłem skrócić ogniskową i ognia!!! Spłoszył ją dopiero trzask migawki.
zdjęcia ptaków - sójka
Druga okazja do sfotografowania sójki przytrafiła mi się podczas... wyprawy na grzyby. Rzecz działa się tym razem w lesie nieopodal Częstochowy. Na szyi aparat, w ręku siatka (styl wybitnie turystyczny), wzrok skierowany ku ziemi. W pewnym momencie nad moją głową przeleciały dwie sójki. Koniec grzybobrania!
sójka
Przez dobrą godzinę podążałem ich śladem, cały czas mając je w zasięgu wzroku. Niewdzięczne bestie igrały z moją cierpliwością - gdy zbliżałem się na "odległość strzału" podrywały się i odlatywały kilkanaście metrów dalej. I tak w kółko. W końcu widocznie się zmęczyły (lub pozwoliły mi zrobić swoje?), bo zamarły w bezruchu. To był TEN moment! A grzybów nie nazbierałem prawie wcale...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Zwierzęta miejskie

Przesłanie mojego znajomego z Kudłaczy po ostatniej przygodzie z psami brzmiało mniej więcej tak: "Eee... tutaj zwierza nie ma. Jak chcę coś zobaczyć, to jadę do Lasu Wolskiego. Znam tam leśniczego, dam ci namiary".
Las Wolski to taki las (cóż za urocza definicja:)) na obrzeżach Krakowa. Jest tu ZOO, Kopiec Piłsudskiego i kilka urokliwych polanek, na których w sezonie wiosenno-letnim wyleguje się połowa miasta. Przyznam szczerze, że fotografowanie w takim miejscu nie wydawało mi się szczególnie udanym pomysłem, ale "niech tam" - pomyślałem - i zadzwoniłem do leśniczego. Opłaciło się!
Niepozorny Las Wolski okazał się prawdziwą oazą dzikiej zwierzyny. - Tam jest nora borsuka, tutaj nora lisa, dziki podchodzą z pól i wygrzewają się w słońcu przy południowej granicy lasu - uświadamiał mnie leśnik. Wokół nas krążyły sarny.
Efekty rekonesansu były bardzo obiecujące, ale niestety. Deficyt wolnego czasu sprawił, że okazja do fotografowania w Lesie Wolskim trafiła mi się dopiero w zimie. Warunki do zdjęć były za to zacne. W lesie pustki, cisza i spokój. Na świeżym śniegu plątanina tropów: lisie łapy, racice, wyraźne ślady dzików. Postanowiłem szukać swojej szansy w podejściu. Śnieg skutecznie tłumił odgłosy moich kroków. W oddali co chwilę widziałem sarny. Były jednak za daleko, by zrobić im dobre zdjęcie.
zdjęcia przyrody - sarna
Udało się dopiero po kilku godzinach kluczenia; łatwo nie było. Z trudem skradałem się brzegiem głębokiego wąwozu, gdy nagle po jego drugiej stronie pojawiły się dwie sarny. Nim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, uciekły spłoszone. Coś podpowiadało mi jednak, że wrócą. Wycofałem się i postanowiłem zaczekać. Wróciły! Po kilku chwilach znów pojawiły się po na drugim brzegu parowu. Tym razem nie mogły mnie widzieć. Gdy na moment zamarły - wyzwoliłem migawkę. Cierpliwość jest cnotą!

środa, 12 sierpnia 2009

Polowanie z psami

Listopadowa wyprawa w Beskid Makowski: w lesie mgła, martwa cisza. Pod nogami szeleszczą liście. "Gołe" drzewa sprawiają, że las o tej porze roku jest bardzo przejrzysty i zwierzęta można wypatrzeć z daleka. Ale i one w takich warunkach widzą dalej. Podchodzenie utrudniają też suche liście...
Znajomy myśliwy, gospodarz schroniska na Kudłaczach i znawca terenu, miał mi pokazać miejsca, gdzie podchodzą zwierzęta. Wyruszamy do lasu. Mój przewodnik postanowił, że zabierzemy ze sobą psy. Dwa młode jamniki mają się uczyć myśliwskiego fachu.
Plan działania jest następujący: ja idę do przodu, ustawiam się z aparatem i czekam. On spuszcza psy, które mają wypłoszyć zwierzynę wprost na mnie. W teorii wszystko OK! Idę więc na wyznaczone miejsce, czekam i... nic się nie dzieje. W lesie głucho. Po kilku minutach słyszę głośne nawoływanie. Mój myśliwy zgubił psy! Jamniki wyrwały w las (oczywiście nie tam, gdzie powinny) i przepadły. Jeden znalazł się po godzinie dzikich wrzasków, po drugim ani śladu. - Niedawno straciłem już jednego psa - narzeka myśliwy, ale próbujemy jeszcze raz.

zdjęcia zwierząt - sarna
Znów ustawiam się w wyznaczonym miejscu i powtarzamy całą akcję od nowa. Tym razem efekt jest lepszy: w górę stoku przede mną biegną dwie sarny. Gdy zatrzymują się na moment - robię jednej zdjęcie. Sukces!
Wracam do mojego przewodnika, który... szuka psów. Drugi jamnik też zaginął. Znów godzina krzyków; w końcu jeden szczeniak wraca. Wracamy i my. Na dalsze łowy nikt nie ma już nastroju.
Efekt wyprawy: jedno zdjęcie na siłę i zagubiony pies. Było warto! Choćby nawet dla samego jesiennego lasu.
PS: Zaginiony jamnik się odnalazł. Po kilku godzinach sam wrócił do schroniska.

środa, 29 lipca 2009

Przy karmniku

Jesienią i zimą, kiedy nie mam możliwości wyrwać się za miasto, fotografuję ptaki przy specjalnym karmniku. Liczba zlatujących się do niego gatunków nie jest może specjalnie okazała (na orły i sokoły raczej nie liczę), ale i tak można przy nim zrobić przyzwoite zdjęcia.
zdjęcia ptaków - rudzik
Patent jest prosty: w ziemię wkopałem niewielkie, ale rozłożyste "drzewko", na którym zawiesiłem karmnik. Ptaki zlatują się do niego po ziarno i przy okazji siadają na bocznych gałęziach. Ja czekam na odpowiedni moment, ukrywając się w pobliskiej altance (jakieś 2-3 metry od karmnika).
zdjęcia ptaków - wróbel
Najczęstszymi gośćmi są sikorki - potrafią one okupować karmnik całymi godzinami, ale są niestety ptakami bardzo ruchliwymi, więc dobre ujęcie wymaga trochę szczęścia. Dużo łatwiej jest z wróblami. Przylatują one całymi bandami, a gdy się już najedzą, siadają na gałęzi w równym rządku i wygrzewają się w słońcu - idealny moment na zdjęcia.
zdjęcia ptaków - sikorka
Największym gwiazdorem karmnika jest jednak rudzik. Ptak ten przylatuje niestety dość rzadko, lecz jest bardzo fotogenicznym okazem. Nie cierpi przy tym na zbytnią nadpobudliwość ruchową, więc można mu zrobić całkiem ładne zdjęcie, gdy pozuje przed obiektywem.

Lis na Babiej Górze

Pierwszy wpis na tym blogu i zdjęcie też PIERWSZE. Mocno przypadkowe, ale bardzo ważne, bo dzięki niemu zacząłem na dobre uganiać się za zwierzętami. Udało się je zrobić podczas typowo turystycznej (nie fotograficznej!) wycieczki na Babią Górę. Podchodziłem z dwoma szaleńcami (stały skład :)) z Zawoi przez Perć Akademicką. Na szyi oczywiście aparat, ale nastawiony byłem raczej na panoramy. Podczas "popasu" na szczycie, nagle w tłumie turystów pojawił się, dosłownie z nikąd, lis.
fotografia przyrodnicza - lis
Nie wyglądał na przerażonego i, nie oszukujmy się, był raczej mocno przyzwyczajony do ludzi, z których zrobił sobie głównych dostawców pożywienia (dzikość zostawił najwidoczniej w lesie). W zamian za kanapki, chipsy i inne batony chętnie pozował do zdjęć. Skorzystałem z tej okazji i ja.
Wiem, że sfotografowanie na wpół oswojonego zwierza nie jest może specjalnym wyzwaniem, ale był to pierwszy raz, kiedy mogłem z tak niewielkiej odległości obserwować dzikie (przynajmniej teoretycznie) zwierze. Zdjęcie nie jest rewelacyjne, mocno razi w nim koszmarnie wypalone niebo, ale pozwoliło mi się ono przekonać, jak wiele emocji może dostarczyć fotografia przyrodnicza.