wtorek, 25 sierpnia 2009

Bliskie spotkanie

Kolejna wyprawa w Beskid Makowski. Znów na Kudłacze, ale tym razem samodzielnie, bez myśliwego-przewodnika. W lesie wczesna wiosna. Z gór zeszły już śniegi, tylko gdzieniegdzie zalegają białe, zmrożone łaty. Postanawiam działać z zasiadki, mam już upatrzone miejsce.
Oddalam się od schroniska i schodzę kilkadziesiąt metrów od szlaku. Jestem w lesie sam! Przede mną łagodnie opadający stok, mogę wypatrzyć zwierzęta z daleka. Ukrywam się w płytkim wykrocie i okrywam peleryną. Plan jest prosty: CZEKAĆ!!!
Godziny wleką się niemiłosiernie. Herbata w termosie już zimna, chce się sikać, zwierza brak. Obserwuję cały teren przez lornetkę. Wreszcie jest! W oddali pojawia się młoda sarna. Błąka się przez chwilę po ścieżce i znika w zaroślach. Chwilę potem podchodzi stary kozioł. Trze rogami o drzewa. Nic z tego - jest za daleko.
Czas się zatrzymał. Zaczyna padać. Wytrzymuję kolejną godzinę i nic. W lesie coraz ciemniej. Nie tym razem - postanawiam i zaczynam zwijać sprzęt. Pora wracać do schroniska. Kolejna próba jutro.
zdjęcia przyrody - sarna
Podejście drugie: melduję się w moim wykrocie o czwartej nad ranem. Jest niesamowicie zimno!!! Nad lasem wschodzi słońce. Stok tonie w ciepłym, bocznym świetle. Idealne warunki do zdjęć. NIECHŻE COŚ PODEJDZIE - powtarzam sobie w myślach. Podchodzi! Tym razem nie musiałem czekać długo. W górę zbocza, bardzo powoli, wędruje sarna. Czujnie obserwuje las. W pewnym momencie jest kilka metrów ode mnie. Zaczynam "strzelać". Sarna usłyszała migawkę i zamarła. Patrzy wprost na mnie, ale mnie nie widzi. Kolejna seria zdjęć, a ona wciąż stoi. Spogląda prosto w obiektyw. Znów seria i znów nic. Brak reakcji. Odsuwam aparat i patrzę na nią. Ona odwdzięcza się tym samym. Zaczyna się robić nudno! W końcu sarna odwraca się i odchodzi. Wciąż wolno i spokojnie. To był TEN moment. Dziś już więcej nie zdziałam. Po chwili i ja zaczynam się pakować. Wracam do schroniska, żeby się ogrzać. Zrobiłem właśnie jedno z moich ulubionych zdjęć!

środa, 19 sierpnia 2009

Sójka - ptak na grzyby

Sójka to niezwykle ładny, fotogeniczny ptak. Jest też niestety zwierzęciem bardzo czujnym i płochliwym. Najcichszy nawet szmer potrafi wzbudzić jej niepokój i o zdjęciu możemy zapomnieć. Nim po raz pierwszy udało mi się sfotografować sójkę, musiałem się zdrowo nakombinować.
A było to tak: jesienią zaobserwowałem, że do mojego karmnika regularnie (ok. godziny 10 i 15!!!)przylatuje nasza bohaterka. Wszelkie próby zrobienia jej zdjęcia były jednak nieskuteczne. Zawsze byłem zbyt wolny, za szybki, w złym miejscu, albo za głośno. Dramat! W mądrych książkach przeczytałem co nieco o diecie sójek i starałem się je przywabić miażdżonymi orzechami i żołędziami. Też nic:( Udało się, jak to często bywa, przypadkiem. Gdy pewnego dnia "dyżurowałem" przy karmniku pojawiła się ONA. Była tak blisko, że nie mieściła się w kadrze. Jakimś cudem zdążyłem skrócić ogniskową i ognia!!! Spłoszył ją dopiero trzask migawki.
zdjęcia ptaków - sójka
Druga okazja do sfotografowania sójki przytrafiła mi się podczas... wyprawy na grzyby. Rzecz działa się tym razem w lesie nieopodal Częstochowy. Na szyi aparat, w ręku siatka (styl wybitnie turystyczny), wzrok skierowany ku ziemi. W pewnym momencie nad moją głową przeleciały dwie sójki. Koniec grzybobrania!
sójka
Przez dobrą godzinę podążałem ich śladem, cały czas mając je w zasięgu wzroku. Niewdzięczne bestie igrały z moją cierpliwością - gdy zbliżałem się na "odległość strzału" podrywały się i odlatywały kilkanaście metrów dalej. I tak w kółko. W końcu widocznie się zmęczyły (lub pozwoliły mi zrobić swoje?), bo zamarły w bezruchu. To był TEN moment! A grzybów nie nazbierałem prawie wcale...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Zwierzęta miejskie

Przesłanie mojego znajomego z Kudłaczy po ostatniej przygodzie z psami brzmiało mniej więcej tak: "Eee... tutaj zwierza nie ma. Jak chcę coś zobaczyć, to jadę do Lasu Wolskiego. Znam tam leśniczego, dam ci namiary".
Las Wolski to taki las (cóż za urocza definicja:)) na obrzeżach Krakowa. Jest tu ZOO, Kopiec Piłsudskiego i kilka urokliwych polanek, na których w sezonie wiosenno-letnim wyleguje się połowa miasta. Przyznam szczerze, że fotografowanie w takim miejscu nie wydawało mi się szczególnie udanym pomysłem, ale "niech tam" - pomyślałem - i zadzwoniłem do leśniczego. Opłaciło się!
Niepozorny Las Wolski okazał się prawdziwą oazą dzikiej zwierzyny. - Tam jest nora borsuka, tutaj nora lisa, dziki podchodzą z pól i wygrzewają się w słońcu przy południowej granicy lasu - uświadamiał mnie leśnik. Wokół nas krążyły sarny.
Efekty rekonesansu były bardzo obiecujące, ale niestety. Deficyt wolnego czasu sprawił, że okazja do fotografowania w Lesie Wolskim trafiła mi się dopiero w zimie. Warunki do zdjęć były za to zacne. W lesie pustki, cisza i spokój. Na świeżym śniegu plątanina tropów: lisie łapy, racice, wyraźne ślady dzików. Postanowiłem szukać swojej szansy w podejściu. Śnieg skutecznie tłumił odgłosy moich kroków. W oddali co chwilę widziałem sarny. Były jednak za daleko, by zrobić im dobre zdjęcie.
zdjęcia przyrody - sarna
Udało się dopiero po kilku godzinach kluczenia; łatwo nie było. Z trudem skradałem się brzegiem głębokiego wąwozu, gdy nagle po jego drugiej stronie pojawiły się dwie sarny. Nim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, uciekły spłoszone. Coś podpowiadało mi jednak, że wrócą. Wycofałem się i postanowiłem zaczekać. Wróciły! Po kilku chwilach znów pojawiły się po na drugim brzegu parowu. Tym razem nie mogły mnie widzieć. Gdy na moment zamarły - wyzwoliłem migawkę. Cierpliwość jest cnotą!

środa, 12 sierpnia 2009

Polowanie z psami

Listopadowa wyprawa w Beskid Makowski: w lesie mgła, martwa cisza. Pod nogami szeleszczą liście. "Gołe" drzewa sprawiają, że las o tej porze roku jest bardzo przejrzysty i zwierzęta można wypatrzeć z daleka. Ale i one w takich warunkach widzą dalej. Podchodzenie utrudniają też suche liście...
Znajomy myśliwy, gospodarz schroniska na Kudłaczach i znawca terenu, miał mi pokazać miejsca, gdzie podchodzą zwierzęta. Wyruszamy do lasu. Mój przewodnik postanowił, że zabierzemy ze sobą psy. Dwa młode jamniki mają się uczyć myśliwskiego fachu.
Plan działania jest następujący: ja idę do przodu, ustawiam się z aparatem i czekam. On spuszcza psy, które mają wypłoszyć zwierzynę wprost na mnie. W teorii wszystko OK! Idę więc na wyznaczone miejsce, czekam i... nic się nie dzieje. W lesie głucho. Po kilku minutach słyszę głośne nawoływanie. Mój myśliwy zgubił psy! Jamniki wyrwały w las (oczywiście nie tam, gdzie powinny) i przepadły. Jeden znalazł się po godzinie dzikich wrzasków, po drugim ani śladu. - Niedawno straciłem już jednego psa - narzeka myśliwy, ale próbujemy jeszcze raz.

zdjęcia zwierząt - sarna
Znów ustawiam się w wyznaczonym miejscu i powtarzamy całą akcję od nowa. Tym razem efekt jest lepszy: w górę stoku przede mną biegną dwie sarny. Gdy zatrzymują się na moment - robię jednej zdjęcie. Sukces!
Wracam do mojego przewodnika, który... szuka psów. Drugi jamnik też zaginął. Znów godzina krzyków; w końcu jeden szczeniak wraca. Wracamy i my. Na dalsze łowy nikt nie ma już nastroju.
Efekt wyprawy: jedno zdjęcie na siłę i zagubiony pies. Było warto! Choćby nawet dla samego jesiennego lasu.
PS: Zaginiony jamnik się odnalazł. Po kilku godzinach sam wrócił do schroniska.