środa, 12 sierpnia 2009

Polowanie z psami

Listopadowa wyprawa w Beskid Makowski: w lesie mgła, martwa cisza. Pod nogami szeleszczą liście. "Gołe" drzewa sprawiają, że las o tej porze roku jest bardzo przejrzysty i zwierzęta można wypatrzeć z daleka. Ale i one w takich warunkach widzą dalej. Podchodzenie utrudniają też suche liście...
Znajomy myśliwy, gospodarz schroniska na Kudłaczach i znawca terenu, miał mi pokazać miejsca, gdzie podchodzą zwierzęta. Wyruszamy do lasu. Mój przewodnik postanowił, że zabierzemy ze sobą psy. Dwa młode jamniki mają się uczyć myśliwskiego fachu.
Plan działania jest następujący: ja idę do przodu, ustawiam się z aparatem i czekam. On spuszcza psy, które mają wypłoszyć zwierzynę wprost na mnie. W teorii wszystko OK! Idę więc na wyznaczone miejsce, czekam i... nic się nie dzieje. W lesie głucho. Po kilku minutach słyszę głośne nawoływanie. Mój myśliwy zgubił psy! Jamniki wyrwały w las (oczywiście nie tam, gdzie powinny) i przepadły. Jeden znalazł się po godzinie dzikich wrzasków, po drugim ani śladu. - Niedawno straciłem już jednego psa - narzeka myśliwy, ale próbujemy jeszcze raz.

zdjęcia zwierząt - sarna
Znów ustawiam się w wyznaczonym miejscu i powtarzamy całą akcję od nowa. Tym razem efekt jest lepszy: w górę stoku przede mną biegną dwie sarny. Gdy zatrzymują się na moment - robię jednej zdjęcie. Sukces!
Wracam do mojego przewodnika, który... szuka psów. Drugi jamnik też zaginął. Znów godzina krzyków; w końcu jeden szczeniak wraca. Wracamy i my. Na dalsze łowy nikt nie ma już nastroju.
Efekt wyprawy: jedno zdjęcie na siłę i zagubiony pies. Było warto! Choćby nawet dla samego jesiennego lasu.
PS: Zaginiony jamnik się odnalazł. Po kilku godzinach sam wrócił do schroniska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz