środa, 30 września 2009

Afrykański epizod

Zdarzyło się pewnego razu, że opuściłem urokliwe polskie lasy i wyruszyłem na wyprawę do dalekiej Afryki. Nawet bardzo DALEKIEJ, bo aż na sam jej "dół" - do RPA. Kraj to wielki i ciekawy, ale mi udało się zwiedzić jedynie niewielki jego fragment, a mianowicie okolice Kapsztadu. Nic to! Załapałem się za to na SAFARI!!! Rzecz działa się w rezerwacie Aquilla w Górach Przylądkowych. Serengeti to może nie jest, bo ma ledwo 4 500 hektarów powierzchni, ale na mnie (a byłem w Afryce pierwszy raz w życiu!) zrobiło piorunujące wrażenie. Pod nogami rdzawoczerwona, afrykańska ziemia, na horyzoncie góry. Piałem z zachwytu!
fotogafia przyrodnicza - nosorożec
Załoga rezerwatu wsadziła mnie do zdezelowanego Land Rovera i razem z innymi zapaleńcami ruszyliśmy przed siebie. Dookoła prawdziwe bogactwo zwierza, ale ze zdjęciami wcale nie było łatwo. Samochód trząsł niemiłosiernie na wyboistej drodze. Dobrze, że się nie rozleciał:)
zdjęcia przyrody - nosorożec
Największymi gwiazdami safari były nosorożce. Dwa kolosy ułożyły swoje cielska na ziemi i w ogóle nie zwracały na nas uwagi. Można było fotografować je z każdej strony. W tle pasły się zebry. - Can you drive a little further? - prosiliśmy kierowcę - just one meter. Samochód zbliżał się do zwierząt coraz bardziej.
zdjęcia przyrodnicze - nosorożec
W końcu jeden z "modeli" poczuł się rozgniewany naszą obecnością i powstał. Musieliśmy odjechać. Rozjuszony, szarżujący nosorożec jest w stanie przewrócić samochód.
zdjęcia zwierząt - słoń
Jedziemy więc dalej. Nagle między skałami pojawiają się słonie. Kroczą powoli, dostojnie. Prawdziwa potęga!
fotografia przyrodnicza - springbok
Wokół samochodu cały czas krążyła "drobnica". W pewnym momencie, tuż przed maską, wypadł na drogę springbok - narodowa maskotka Południowej Afryki.
zdjęcia przyrody - zebra
Chwilę później pojawiły się zebry. Aparat gotował mi się w rękach! Tego dnia widziałem jeszcze strusie i całe stado antylop gnu. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Nic nie trwa jednak wiecznie. Safari się skończyło, trzeba było wracać. Reasumując: wyprawa do RPA - 12 godzin męczącego lotu, wrażenia z safari - BEZCENNE!!!

środa, 16 września 2009

Festiwal saren

Niepołomice po raz kolejny. I tym razem bez specjalnych fajerwerków; "obiecane" dziki i jelenie znów się nie pojawiły. Na ambonie też po staremu - było zimno, twarde deski niemiłosiernie gniotły w dupę. Nuda, można by stwierdzić, gdyby nie jeden szczegół. Prawie przez cały czas mojego dyżuru na ambonie (a było to dobrych kilka godzin) towarzyszyło mi całe mrowie saren. Najpierw pojawiły się trzy. Wyszły z lasu i w najlepsze pasły się na łące. Na nic nie zwracały uwagi. Szkoda tylko, że nie chciały podejść bliżej. Dzieliło mnie od nich kilkadziesiąt metrów - na dobre zdjęcie nie miałem szans.
fotografia przyrodnicza - sarna
Druga dwójka buszowała w wysokich trawach wprost przed amboną. Wiedziałem o nich, ale uparte bestie nie miały najmniejszego zamiaru wyjść na otwartą przestrzeń. Musiałem czekać. W końcu dały za wygraną - wyłoniły się z zarośli i podeszły trochę bliżej. W pewnym momencie były nawet kilka metrów od ambony, ale (jak pech to pech!) zmarnowałem doskonałą okazję na zdjęcie. Cóż... muszę jeszcze popracować nad OPANOWANIEM!
zdjęcia przyrody - sarna
Na ostatnią parę saren natknąłem się już po zejściu z ambony. Wracałem do samochodu, gdy z lasu za moimi plecami wypadły nagle na łąkę dwie zawodniczki. Nim zdążyłem zawrócić i podejść trochę bliżej, jedna z nich odeszła. Na szczęście druga była tak miła, że postanowiła przyjrzeć mi się trochę uważniej. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Najlepsze tego dnia.
zdjęcia przyrodnicze - sarna

środa, 9 września 2009

Lis(ica), który miał być jeleniem

Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie wyprawa do Puszczy Niepołomickiej. Kawał lasu, stosunkowo blisko i, jak stwierdził mój znajomy z Kudłaczy, "jelenia tam można w biały dzień zobaczyć". Postanowiłem spróbować. Najpierw zasięgnąłem języka u miejscowego leśniczego. Chciałem poznać miejsca, gdzie szansa na zwierza jest największa. I poznałem! - To jest miejsce na dzika i na jelenia - usłyszałem od leśniczego, gdy ten zabrał mnie w teren - Tam jest ambona, na której możesz czekać. Szansa jest bardzo duża - orzekł. Brzmiało więcej niż dobrze. Kilka dni później wyruszyłem na łowy.
Akcję zacząłem głęboką nocą. Jest godzina 2, budzik wyrywa mnie ze snu. Mechanicznie ubieram się i pakuję przygotowany wcześniej sprzęt. Szybki łyk kawy i do auta. Po godzinie jestem na miejscu. Do wschodu słońca zostało jeszcze trochę czasu. Otwieram drzwi samochodu i... zderzam się ze ścianą komarów. Jest ciężko! W ciemnościach wszystko wygląda inaczej. Nie widzę ambony, nie wiem, w którą stronę mam iść. Po omacku ruszam przez łąkę. W pewnym momencie na mojej drodze staje głęboki, zarośnięty rów. Chwilę się zastanawiam i postanawiam sforsować przeszkodę. Niezgrabnie przedzieram się przez zarośla. Z traw podrywają się miliony meszek. ARMAGEDON! Wreszcie widzę drabinkę - jest ambona! Chwila "wspinaczki" i jestem na górze. Pozostaje tylko czekać.
zdjęcia przyrody - lis
Robi się coraz jaśniej, nad łąkami gęsta mgła. Wokół idealna cisza, nie słychać nawet ptaków. Nagle dostrzegam jakiś ruch. Wytężam wzrok i JEST, COŚ PODCHODZI!. Z mgły wyłania się lis. Zaraz za nim pojawia się drugi - młody. Człapie przez chwilę po łące i zatrzymuje się. Dalej iść nie chce! Pierwszy lis(ica)wraca i pyskiem wskazuje młodemu maruderowi właściwy kierunek. Ruszają dalej. Są coraz bliżej, ale co chwilę znikają w wysokich trawach i tracę je z oczu. Nagle lisica wyłania się z zarośli. JEST TUŻ POD AMBONĄ! Zabieram się do roboty. Lisica usłyszała migawkę i spogląda wprost w obiektyw. Na to czekałem. I to by było na tyle. Lisy odchodzą, jelenie ani dziki się nie pojawiły. Pora zejść z ambony - na dzisiaj koniec. Powrotną drogę do auta odnalazłem już bezbłędnie.

wtorek, 1 września 2009

Mój ulubieniec

Jest taki zwierz, z którym łączy mnie szczególna więź. Tym zwierzem jest kozioł, regularnie wędrujący po łąkach nieopodal mojego domu. Żadnego innego zwierzaka nie miałem sposobności obserwować tak często. Żadnego innego nie starałem się też sfotografować tak długo i tak BEZSKUTECZNIE!!!
Mój ulubieniec (rozpoznaję go po charakterystycznym porożu) kursuje na trasie las - strumień. Niby nic niezwykłego, ale jest jeden problem. Między lasem, a strumieniem rozciąga się solidna łąka. Trawy na niej wysokie, więc zbliżyć się do strumienia nie sposób. Każdy krok w szeleszczących zaroślach wypłasza wszystko co żyje:( Próbowałem wszystkiego! Najpierw znalazłem sobie odpowiednie, jak mi się początkowo zdawało, miejsce na skraju łąki. Czekałem, czekałem i nic. Kozioł pojawiał się kilka razy, wystawiał z traw głowę (lub inną część ciała) i po chwili znikał w zaroślach. Najmniejszych szans na zdjęcie. Raz nawet wybiegł wprost na mnie i zatrzymał się w odległości nie większej niż trzy metry. Towarzyszyła mu jego urocza połowica. Wszystko fajnie, ale... nie zdążyłem jeszcze wyjąć aparatu. Bezczelna bestia!!!
zdjęcia przyrodnicze - sarna
Postanowiłem więc zbudować czatownię. A co! Na łące rozbiłem namiot, zamaskowałem go gałęziami, przychodziłem przed wschodem słońca. Kozioł się nie pojawił. Efekt miesięcznego uganiania się za tym niewdzięcznikiem byłby żaden, gdyby nie jedna, przypadkowa fotografia. Zmierzałem akurat na moją łąkę, gdy nagle, w połowie drogi pojawił się ON. Przez chwilę pasł się spokojnie i tylko dzięki temu zdążyłem wydobyć aparat i strzelić z ręki szybką fotkę. Nie trudno się domyślić, że tego dnia kozioł się już nie pokazał...