czwartek, 26 listopada 2009

Zdjęcia zwierząt niewidzialnych

Tym razem trochę o fotografiach, które nie wyszły. Sam nie wiem ile razy zdarzyło mi się wybrać na łowy, namierzyć zwierza, zrobić zdjęcie i... nie mieć zdjęcia. Dlaczego tak się działo? Przyczyny były różne. Najczęściej winna była odległość. Nieraz obserwowałem rozmaite okazy z tak dużego dystansu, że robienie im zdjęć nie miało większego sensu - zwierzęta byłyby widoczne na fotografii jako mikroskopijne kropki. Owszem, takie zdjęcia zawsze można wykadrować, ale wiadomo - im większy crop, tym większa utrata jakości. Cóż... zobaczyć zwierza to jedno, a zrobić mu zdjęcie to już całkiem inna historia. Niestety, dzikie zwierzęta raczej unikają ludzi i trzeba mieć wiele szczęścia, żeby zrobić im zdjęcie z kilku metrów.
Fotografia zwierząt - Dzik
Drugą przyczyną był brak światła. W naturze najwięcej dzieje się (czytaj: najłatwiej spotkać zwierza) wczesnym rankiem lub o zmierzchu. A wtedy światła jest akurat najmniej:( Efekty tego bywają dla zdjęć opłakane. Fotografie są poruszone i nieostre, albo - przy wysokiej czułości - straszliwie zaszumione. Koszmar! ISO 800 lub 1600 mam już ustawione w aparacie praktycznie na stałe, ale i to czasem nie wystarcza. Przykład? Spotkanie z jeleniami.
fotografia przyrodnicza - lis
Kolejnym problemem bywała mgła, która o świcie często zalega w lesie i nad łąkami. Zdjęcia zwierząt zrobione w takich warunkach pozbawione są kontrastu, a jego usilne odzyskiwanie w programie graficznym daje mierne efekty. Fotografie są blade i tracą szczegóły.

Zdjęcia ze starego albumu
I tak to właśnie nazbierało mi się trochę zdjęć, z którymi właściwie nie wiedziałem co zrobić. Ale pewnego dnia doznałem olśnienia: postanowiłem pobawić się w artystę! Pamiętam, że w dzieciństwie ślęczałem jak zaczarowany nad starym albumem Włodzimierza Łapińskiego "Wędrówka po puszczy". Było w nim wiele czarno białych, ziarnistych, zrobionych wczesnym świtem zdjęć. MIAŁY NIESAMOWITY KLIMAT! Kiedy trochę podrosłem, album powędrował na kilka lat z powrotem na półkę, ale gdy zrobiłem moje pierwsze zdjęcie lisa, wróciłem do niego. Zachwycił mnie jeszcze bardziej!
zdjecia zwierzat - sarna
Ale jak to się ma do moich nieudanych zdjęć? Ano tak, że gdy się im dobrze przyjrzałem, postanowiłem zrobić z nich fotografie czarno białe. Po usunięciu kolorów miałem przed sobą zupełnie inne, dużo bardziej "wytrzymałe", zdjęcia. Nie przeszkadzało im kadrowanie, mogłem w ekstremalny sposób regulować ich kontrast, a one dalej miały w sobie TO COŚ. Dodałem nawet trochę ziarna. Prawie jak w starym albumie...

czwartek, 19 listopada 2009

Remanent 2

Gdy już na dobre odpaliłem cały ten bajzel z karmnikiem, postanowiłem pogrzebać trochę w zdjęciach, które zrobiłem przy nim w zeszłym sezonie. I co? I wygrzebałem dwie zapomniane fotografie. Na pierwszej jest dzwoniec (tak, wiem - gałęzie są chamsko obcięte :)) Ptak ten zalatuje do mojego karmnika stosunkowo rzadko, ale jeśli się już pojawi, to fotografowanie go jest czystą przyjemnością. Dzwoniec to ptak - flegmatyk: przylatuje, siada na gałęzi i tępo rozgląda się wokół. Nuda! Kilka raz nawet zorientował się, że robię mu zdjęcia, ale zupełnie mnie zignorował. Widocznie nie jestem dla dzwońców atrakcyjny:)
zdjęcia ptaków - dzwoniec
Na drugim zdjęciu jest, a jakże, rudzik - mój ulubieniec (oczywiście drugi po koźle, ale przecież kozioł to nie ptak!) Było to pierwsze zdjęcie rudzika, jakie kiedykolwiek udało mi się zrobić. Nie wiedziałem wtedy jeszcze nawet, że rudzik to rudzik i, co najciekawsze, w dniu powstania tej fotografii... nie robiłem zdjęć. Owszem, kręciłem się koło altanki i miałem w łapie aparat, ale nie planowałem zrobić z niego jakiegokolwiek użytku. Ale to jeszcze nie koniec. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon (pamiętam nawet kto dzwonił:)) Wyjąłem z kieszeni komórkę i zacząłem gadać.
zdjęcia ptaków - rudzik
- Tak, tak Marysiu - tłumaczyłem pewnie coś mojej znajomej, gdy nagle, kątem oka, zauważyłem między gałęziami małego, rudego ptaszka. Z telefonem przy uchu, obsługując aparat jedną ręką, strzeliłem zdjęcie. I co? Złe? Rudzik jak ta lala! Ale od tamtej pory staram się już nie zabierać ze sobą telefonu, gdy wybieram się na zdjęcia. I z Marysią od tego czasu też już nie rozmawiałem:)

sobota, 14 listopada 2009

Zdjęcia przyrodnicze z rogami

I wreszcie udało się! Podczas moich wypraw do Puszczy Niepołomickiej, spotkałem w końcu (i to nawet dwa razy) jelenie. Zdjęcia, które im zrobiłem mogłyby być, łagodnie mówiąc, trochę lepsze. Okoliczności były niestety wybitnie niesprzyjające, ale mimo tego, oba spotkania z rogaczami zapamiętam na długo. Cóż... czasami (a nawet bardzo często) zdarza się, że zdjęcia przyrodnicze nie są perfekcyjne technicznie. Zawsze mają jednak swój KLIMAT. A z jeleniami było tak:

W ciemnościach
Spotkanie pierwsze. Jest wrzesień, czas rykowiska. Na ambonę dotarłem dobrze przed wschodem słońca. Wokoło panowały jeszcze ciemności i z trudem mogłem odróżnić kontury drzew. Las był czarną, nieprzeniknioną plamą. Zasiadłem na szczycie ambony, czekam. Nagle udało mi się dostrzec ruch. Z ciemności wyłoniły się jakieś zwierzęta. Pierwsze skojarzenie: krowy? Uciekły z pastwiska? Skąd się tu wzięły? Ale te "krowy" zachowują się jakoś dziwnie. W jednym momencie wykonały zwrot, nabrały rozpędu i... zderzyły się rogami. Nad łąkami uniósł się głuchy trzask. JELENIE!!!
zdjęcia przyrody - jeleń
Chwytam aparat, chcę robić zdjęcia, ale jest za ciemno. Zwierzęta są prawie niewidoczne, ledwo dostrzegam ich sylwetki. W wizjerze - czarna rozpacz. Czułość ustawiona na 3200 ISO. Mój aparat więcej nie może. DRAMAT! Zaczynam strzelać na oślep. Jedna seria, potem druga. Może trafię. W końcu zwierzęta odchodzą - koniec fotografowania! A efekt? Taki sobie. Więcej zrobić nie mogłem.

W biegu
Na kolejne spotkanie z jeleniami musiałem czekać dwa miesiące. Przyszedł listopad, po pierwszych jesiennych przymrozkach łąki pokrył szron. W powietrzu unosiła się delikatna mgła. Do lasu zawitałem już po wschodzie słońca i na brak światła narzekać nie mogłem. Niewiele mi to pomogło:(
zdjęcia przyrodnicze - jeleń
Gdy jadę na łowy zawsze zostawiam samochód na łące - 200, może 300 metrów od ambony. Wypakowuję sprzęt i pokonuję ten dystans piechotą. Przejście przez łąkę trwa tylko chwilę. Tak miało być i tym razem. Ale nie było! Udało mi się odejść ledwo kilka kroków od samochodu, gdy zauważyłem całą wycieczkę rogaczy. Byki przechodziły tuż pod amboną. A MNIE NA NIEJ (JESZCZE) NIE BYŁO!!! Nie myśląc wiele rzuciłem się biegiem przez łąkę. Zwierzęta nie zauważyły mnie i spokojnie odchodziły w stronę wysokich zarośli - jeszcze chwila i straciłbym je z oczu. Nie miałem wyjścia. Zdjęcia robiłem w biegu! Gdy dotarłem do ambony było już po wszystkim.

Czekałem jeszcze kilka godzin, licząc naiwnie, że może jelenie postanowią wrócić tą samą drogą. Nic z tego. Gdybym był na miejscu kilka minut wcześniej, miałbym rogacze na widelcu. ALE JA JE JESZCZE DORWĘ! Będę w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. I będzie dobre światło...

sobota, 7 listopada 2009

Sezon na ptaka - zdjęcia przyrody latającej

No to mamy jesień! Pogoda przestała się nadawać do czegokolwiek, w związku z czym postanowiłem reaktywować karmnik, przy którym działałem w zeszłym sezonie. Przepis na zdjęcia przyrody skrzydlatej jest taki sam, jak poprzednio. W ogródku wkopałem w ziemię palik, na którym zawiesiłem karmnik. Do konstrukcji tej przymocowałem jeszcze w gałęzie. Ptaki przylatują do karmnika po ziarno, później siadają na gałęziach, a ja robię im zdjęcia.
karmnik dla ptaków
Naprzeciwko karmnika stoi altana, którą okryłem siatką maskującą. W altanie mogę się ukryć razem z całym sprzętem i spokojnie czekać na ptaki. Nad głową mam dach, a pod tyłkiem ławeczkę. Sielanka:)
karmnik dla ptaków
Z perspektywy fotografującego (czyli z mojej) wygląda to mniej więcej tak:
armnik dla ptaków
W zeszłym roku do karmnika przylatywała głównie drobnica: sikorki, wróble, rudziki. Było też trochę sójek, czasem pojawiał się dzwoniec. Mam nadzieję, że w nowym sezonie zjawią się też przedstawiciele innych gatunków. Po cichu liczę na gile. Ptaki te swego czasu (zanim wpadłem na pomysł, aby fotografować przyrodę) przylatywały w moje strony dość regularnie. Od kiedy wziąłem do ręki aparat, nie pojawiły się ani razu. Wyczuły mnie?

Karmnik pomaga przetrwać zimę i ptakom i mnie. Przyznam szczerze, że wolę uganiać się za zwierzętami, które natura wyposażyła w futro, kopyta i rogi lub też we włochate ryje. Krótkie, zimowe dni i mróz utrudniają jednak wyprawy do lasu. Cóż... pióra i dzioby też są fotogeniczne.

PS: Wziąłem sobie do serca wskazówki wszystkich, którzy zwracali uwagę na to, że na niektórych zdjęciach rażą brzydko przycięte gałęzie. W tym roku korzystałem z sekatora dużo oszczędniej.