wtorek, 28 grudnia 2010

Modraszka

Sikorki to ptaki bardzo pospolite, które każdego roku masowo zlatują do mojego karmnika i pozwalają się fotografować praktycznie bez ograniczeń. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do ich obecności, że właściwie przestałem już robić im jakiejkolwiek zdjęcia, czekając za każdym razem na pojawienie się bardziej egzotycznych okazów.

Ostatnio uświadomiłem sobie jednak, że w mojej kolekcji pełno jest fotografii bogatek, a brak mi w miarę przyzwoitego zdjęcia sikorki modrej. Nie twierdzę, że nigdy nie zadałem sobie trudu, aby uwiecznić modraszki, ale dotychczas jakoś nie udało mi się zrobić satysfakcjonującego ujęcia. Stało się tak pewnie dlatego, że bogatki są ptakami odrobinę spokojniejszymi i łatwiej uchwycić je w kadrze niż bardzo ruchliwe sikorki modre.
zdjęcia przyrody
Postanowiłem więc nadrobić zaległości i podczas ostatniej sesji przy karmniku celowałem obiektywem wyłącznie w modraszki. Na brak okazji narzekać nie mogłem, ale łatwo wcale nie było, bo - jak już wspomniałem - sikorki modre do najspokojniejszych ptaków nie należą. Przylatują do karmnika dosłownie na sekundę, porywają ziarno i znikają, a w najlepszym razie skaczą po gałęziach jak poparzone i nie potrafią ani chwili usiedzieć w jednym miejscu. Koszmar! W końcu udało mi się jednak trafić na w miarę opanowaną zawodniczkę, która przysiadła na moment i dała mi szansę na spokojne wyzwolenie migawki.

Ujęcie nie jest może idealne (mogłoby być trochę lepiej wykadrowane), ale mimo wszystko jestem z niego zadowolony. Chyba pierwszy raz udało mi się uchwycić modraszkę naprawdę nieruchomą i zrobić jej w miarę nieporuszone zdjęcie. Teraz z czystym sumieniem mogę wrócić do fotografowania innych, rzadszych gatunków ptaków.

środa, 15 grudnia 2010

Operacja kwiczoł

Pierwsze ptasie zdjęcie w tym sezonie. Zanim jeszcze spadł śnieg postanowiłem sprawdzić, jak spisuje się nowy karmnik, lecz po kilku godzinach spędzonych w altance przekonałem się, że ruch w interesie jest jeszcze marny i wróciłem do domu z niczym. Właściwie to zrezygnowałem już z robienia zdjęć i wylegiwałem się przy kominku, gdy nagle zobaczyłem przez okno, że po trawniku w ogrodzie biegają jakieś ptaki. Były to kwiczoły, których nigdy wcześniej w moich stronach nie widziałem. Trzy lub cztery ptaki przez dłuższą chwilę żerowały na ziemi, po czym jeden z nich poderwał się nagle do lotu i przysiadł na pobliskim krzaku ognika.

- Wyjdź, spróbuj, może uda ci się zrobić zdjęcie - namawiali mnie Rodzice, z którymi spędzałem ten dzień. - Nie da rady - stwierdziłem. Jest już za późno, a poza tym, zanim zdążę się ruszyć, ptak na pewno już odleci - upierałem się. Do fotografowania nie trzeba mnie jednak długo zachęcać, więc już po chwili wskoczyłem w buty, chwyciłem aparat i wyszedłem do ogrodu. No i się zaczęło!
zdjęcia przyrodnicze
Moją jedyną możliwością było podejść do kwiczoł
a jak najbliżej i zrobić mu zdjęcie z ręki. Aby go nie spłoszyć, specjalnie obszedłem dom dookoła i z wolna zacząłem podchodzić do ognika. Od krzaka dzieliła mnie straszliwa wręcz odległość (czyli jakieś dziesięć metrów) i co gorsza musiałem dreptać samym środkiem ogrodu bez jakiejkolwiek osłony.

Po przejściu kilku kroków podniosłem aparat do oka i zrobiłem pierwszą serię zdjęć. Efekt był mizerny. Światła jak na lekarstwo, ciężki teleobiektyw drżał w rękach i wszystkie zdjęcia wyszły poruszone. Ale kwiczoł ani drgnął. Znów kilka kroków, kolejna seria i... znowu nic z tego. A kwiczoł jak siedział, tak siedzi. Jeszcze parę metrów, przysłona otwarta na pełną dziurę, czułość podkręcona do 1600 ISO, następna seria i... trochę lepiej, ale to jeszcze nie to. Kwiczoł nadal na krzaku. Następne cenne centymetry, wreszcie mogę skrócić ogniskową, wykadrować, strzelić. UDAŁO SIĘ! Mam w miarę ostre zdjęcia. A kwiczoł? Odleciał. Zdążyłem w ostatniej chwili. Chyba nawet całkiem ostatniej, bo od tamtej pory kwiczoły już się nie pojawiły. Ale zima jeszcze młoda i przy karmniku wszystko może się zdarzyć. Żeby tylko inne ptaki chciały wykazać się taką cierpliwością jak kwiczoł...

niedziela, 28 listopada 2010

Remanent 4

Nierobienia zdjęć ciąg dalszy. Tym razem zamiast gapić się na cudze fotografie postanowiłem jednak przyjrzeć się własnym osiągnięciom i grzebiąc na dysku odnalazłem katalog ze zdjęciami z jednego z letnich spotkań z sarną. Rzecz działa się w Puszczy Niepołomickiej i całą historię opisałem TUTAJ.

Przeglądając folder ze zdziwieniem stwierdziłem, że wśród zrobionych wówczas fotografii jest kilka ujęć, które podobają mi się dużo bardziej niż zdjęcie, jakie umieściłem we wcześniejszym wpisie. Zacząłem się zastanawiać dlaczego wybrałem wtedy akurat takie zdjęcie, a nie inne i doszedłem do wniosku, że stało się tak z kilku powodów. fotografia przyrodnicza

Po pierwsze musiałem uznać, że najbardziej odpowiednim ujęciem jest to, które zrobiłem w „kulminacyjnym momencie” spotkania z sarną, czyli w chwili, kiedy koza wyłoniła się z zarośli na otwartą przestrzeń i znalazła tuż pod amboną. Pamiętam, że czekałem na ten moment w dość dużym napięciu, więc o wyborze zdjęcia decydowały emocje. Poza tym na fotografii sarna widoczna jest w całej okazałości i pada na nią ciepłe światło wschodzącego słońca. Co prawda od samego początku nie byłem zadowolony z „ambonowej” perspektywy (zdjęcie wygląda przez nią, jakby zrobione było z helikoptera), ale jakoś nie zwróciłem wcześniej uwagi na pozostałe ujęcia. Aż do teraz.

"Nowe" zdjęcie zrobiłem z dużo większej odległości i sarna widoczna jest na nim tylko częściowo. Gorsze jest też światło, ponieważ wysokie zarośla okrywały zwierza wyraźnym cieniem. Trudno. Na światło nic już nie można poradzić, ale większy dystans pozwolił spłaszczyć trochę perspektywę i uniknąć efektu fotografowania z wysokości. Zdjęciu "robią dobrze" także krzaki. Trochę co prawda zakrywają one główną modelkę, ale dzięki nim lepiej widać, że zdjęcie zrobione zostało w naturalnym środowisku. I jeszcze ten wywalony język... Gdy wyzwalałem migawkę sarna zajęta była skubaniem zielska i w ogóle nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności. To się nazywa podglądanie dzikich zwierząt!

Tyle moich radosnych, teoretycznych wynurzeń. Bardzo możliwe, że z czasem zmienię jeszcze kilka razy zdanie i uznam, że inne zdjęcia są dużo lepsze, ale nie przejmuję się tym. Do starych zdjęć warto często wracać, bo zawsze można znaleźć w nich coś nowego.

czwartek, 18 listopada 2010

Najlepsze zdjęcia przyrodnicze 2010 cz.2

Własnych zdjęć ostatnio nie robię prawie wcale (nie pytajcie dlaczego!), oglądam natomiast dużo cudzych. Efekt jest taki, że dogrzebałem się do wyników tegorocznej edycji konkursu European Wildlife Photographer of the Year, organizowanego przez Niemieckie Towarzystwo Fotografii Przyrodniczej - GDT. W galerii konkursowej uzbierało się całkiem sporo rewelacyjnych zdjęć, nadesłanych przez fotografów z całej Europy. Wszystkie fotografie można zobaczyć na stronach GDT .

Głównych nagród oczywiście nie rozumiem (podobnie jak w przypadku WPY ) i muszę przyznać, że w ogóle trochę już przestaję rozumieć logikę niektórych konkursów i motywacje ich jurorów, ale trudno. Artysta ze mnie żaden (całe szczęście!) i nie muszą do nie przemawiać pewne „kanony sztuki”. Dzięki temu mam spokój i mogę z czystym sumieniem napisać o zdjęciach, które mnie podobają się najbardziej.
zdjęcia zwierząt
Ponieważ ostatnimi czasy nie mam jakoś serca do zdjęć z serii „gepard ścigający antylopę” i skłaniam się bardziej ku srogim, północnym klimatom, najbardziej przypadła mi do gustu praca Danny’ego Greena z Wielkiej Brytanii, zatytułowana „Niedźwiedź w śnieżycy”. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że… jest na nim niedźwiedź - uosobienie pierwotnej, zwierzęcej siły. Drugim powodem jest sama śnieżyca, dzięki której cała sceneria nabiera bardzo surowego, groźnego charakteru.
fotografia przyrodnicza
Wśród wyróżnionych zdjęć bardzo podoba mi się również polski akcent – „Jeleń wśród żurawi” Marka Kosińskiego. Z tego co wiem, to już samo fotografowanie żurawi nie jest zadaniem łatwym. A ile trzeba mieć szczęścia, żeby dodatkowo uchwycić moment, kiedy między tymi ptakami pojawia się jeleń?
zdjęcia przyrody
W tegorocznym konkursie GDT dużą popularnością cieszyły się też fotografie z cyklu „ptaszek na gałęzi” (to NIE JEST cynizm!). Jedną z nich jest genialne ujęcie sowy śnieżnej, zrobione przez Davida Allemand i Christophe’a Sidamon-Pesson z Francji. Zdjęcie proste i niezwykle działające na wyobraźnię. Szkoda tylko, że muszę sobie tę wyobraźnię pobudzać przed komputerem, a nie w terenie...

sobota, 6 listopada 2010

Zwierzęta naprawdę dzikie

Fotografowanie w Puszczy Niepołomickiej ewidentnie mi ostatnio nie idzie:( Zamiast robić zdjęcia albo zakopuję się w błocie, albo trafiam na myśliwych okupujących ambony, albo - najzwyczajniej w świecie - brak mi czasu i szczęścia do zwierza. Dramat! Narastająca frustracja skłoniła mnie w końcu do rezygnacji z moich wcześniejszych postanowień i udania się tam, gdzie szanse na zdjęcia są największe.

Korzystając z długiego weekendu wyruszyłem więc na jedną z dawno nieodwiedzanych ambon. Opłaciło się! Ledwo bowiem zajechałem do Puszczy, moim oczom ukazał się bardzo urokliwy widok. Oto na łące, wśród wysokich zarośli sterczały ku niebu... dwa sarnie zady. Zwierzęta skubały trawę, a ich białe lustra były jedynym, jasnym elementem w szarym, porannym krajobrazie. Trochę to może nieelegancko, że sarny postanowiły mnie przywitać - że się tak wyrażę - z dupy strony, ale niech tam. Przecież to dzikie i w lesie mieszka, można im wybaczyć:) Kozy szybko zauważyły mój samochód i zaczęły uciekać. Zwolniłem więc i wyłączyłem światła, a sarny przez chwilę biegły równo z autem, po czym spokojnie przystanęły i znów zaczęły się paść.
zdjęcia przyrodnicze
Początek był całkiem obiecujący i później również nie mogłem narzekać. Zanim dotarłem do ambony zdążyłem wypłoszyć jeszcze jedno, niewielkie stadko saren, a już na miejscu też nie musiałem specjalnie długo czekać, bo po chwili (czyli po jakiejś godzinie) w pobliżu pojawiła się kolejna modelka. Sarna pasła się spokojnie kilka metrów ode mnie i cierpliwie pozwalała się fotografować. Słysząc migawkę kilka razy odwróciła głowę w stronę ambony, ale nic nie robiła sobie z mojej obecności, dopóki nie zacząłem za bardzo się wiercić.

Później nie działo się już właściwie nic ciekawego. No może poza tym, że na drzewie, do którego przytwierdzona jest ambona - tuż nad moją głową - usiadł w pewnym momencie dzięcioł. Ptak swoim zwyczajem zaczął tłuc dziobem o pień, zasypując mnie przy okazji drobinami odłupanej kory. Tego było już za wiele - zwinąłem zabawki i ruszyłem w stronę samochodu. Najpierw wypięły się na mnie sarny, a teraz dzięcioł-prostak postanowił zrobić sobie ze mnie śmietnik. A myślałem, że zwierzęta są dzikie tylko z nazwy...

niedziela, 31 października 2010

Karmnik 2.0

Wraz z nadejściem jesieni zacząłem przygotowywać swoje stanowisko do fotografowania ptaków. Tym razem postanowiłem jednak zorganizować je trochę inaczej niż w ostatnich latach.
zdjęcia przyrodnicze
Zamiast przymocowywać gałęzie bezpośrednio do karmnika, zbudowałem dla nich specjalną konstrukcję, którą (sam nie wiem dlaczego) nazwałem "trzepakiem". Karmnik stoi sobie spokojnie metr obok, za to "trzepak" umieściłem nieco bliżej mojej kryjówki, co (mam nadzieję) pozwoli mi na uzyskanie lepszych kadrów. Zaletą "trzepaka" jest też to, że będę mógł łatwiej wymieniać w nim gałęzie.
zdjęcia przyrody
Z altany, w której chowam się w oczekiwaniu na ptaki całość wygląda bardzo obiecująco, ale ciężko stwierdzić, jak nowy system sprawdzi się w praktyce. Mam nadzieję, że ptaki docenią moją kreatywność:)

czwartek, 21 października 2010

Najlepsze zdjęcia przyrodnicze 2010

Wyłoniono zwycięzców tegorocznej edycji konkursu Wildlife Photographer of the Year. Oprócz dwóch głównych nagród przyznano także wyróżnienia w (jeśli nie kopnąłem się w obliczeniach) 18 różnych kategoriach. Wszystkie nagrodzone zdjęcia zobaczyć można na stronach Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Mnie najbardziej spodobało się zdjęcie amerykańskiego fotografa Jima Neigera, przedstawiające... powietrzną napaść wrony na sowę. A mówią, że kruk, krukowi oka nie wykole:)
fotografia przyrodnicza
Neiger specjalizuje się w fotografowaniu sów od wielu lat i w okolicach, w których robi zdjęcia nauczył się już ponoć rozróżniać pojedyncze osobniki tych niezwykłych ptaków. Wierzę na słowo, ale takie ujęcie, jak na nagrodzonym zdjęciu można trafić chyba tylko raz w życiu i uważam, że Neigorowi wyróżnienie ewidentnie się należało.

Mam tylko nadzieję, że przy okazji tegorocznej edycji WPY obejdzie się już bez zbędnych afer, jak to miało miejsce przed rokiem.

poniedziałek, 27 września 2010

Historia o łani i błocie

Zwierz w Puszczy Niepołomickiej wycwanił się ostatnio okrutnie i ani podejść się nie pozwala, ani z lasu wyleźć nie chce:( Na domiar złego z czasem wolnym też u mnie krucho, więc efekt jest taki, że od dobrego miesiąca - mimo usilnych starań - nie udało mi się zrobić żadnego zdjęcia.

W związku ze zbliżającym się rykowiskiem szczególnie liczyłem ostatnimi czasy na spotkanie z jeleniami, ale nic z tego nie wyszło. Kilka razy miałem co prawda szansę obserwować z daleka pojedyncze rogacze, jednak żaden jakoś nie chciał zbliżyć się na odległość „strzału” z aparatu. Mimo to nie poddawałem się i próbowałem dalej. Mój upór przyniósł wreszcie pewne, niekoniecznie zamierzone, efekty.

Bladym świtem zajechałem do Puszczy Niepołomickiej z ambitnym zamiarem dorwania jeleni wędrujących z lasu w kierunku Wisły. Po ostatnich deszczach ziemia nad Wisłą straszliwie rozmiękła i pierwotnie nie miałem najmniejszego zamiaru pchać się samochodem aż do samego brzegu, ale mój głos wewnętrzny podpowiadał mi inaczej. – Spróbuj, na pewno się uda – mówił. Posłuchałem go i po ujechaniu kilkudziesięciu metrów mogłem śmiało wracać (pieszo) do najbliższej miejscowości w poszukiwaniu kogoś , kto pomógłby mi wydobyć samochód z błota. Auto utknęło na dobre w gęstej mazi i o zdjęciach mogłem zapomnieć. fotografia przyrodnicza

Był niedzielny poranek, dochodziła szósta rano i nie liczyłem na to, że spotkam się w wiosce ze specjalnie entuzjastycznym powitaniem, ale na szczęście dosyć szybko udało mi się znaleźć życzliwego gospodarza. Wspólnie (przy nieocenionej pomocy traktora) udało nam się w końcu wydobyć samochód na suchy ląd. Na zdjęcia było już jednak trochę za późno, fotografowaniu nie sprzyjało też kiepskie światło, że o przemoczonych, utytłanych po kolana błotem, spodniach już nie wspomnę. Dramat – wszystko nie tak!

Po raz kolejny doszedł jednak do głosu mój ośli upór i stwierdziłem, że skoro już przyjechałem, to warto jednak spróbować szczęścia. Czasu było niewiele więc – wbrew moim wcześniejszym postanowieniom – powędrowałem na najbliższą ambonę. Rozsiadłem się na niej i trochę zrezygnowany popijałem kawę z termosu, gdy nagle na łąki wybiegła samotna łania. Była w dość dużej odległości ode mnie i gnała jak szalona, ale jakimś cudem udało mi się zrobić serię zdjęć. - Gdzie twój gach? – pytałem łanię w myślach, ale gach pojawić się nie chciał. W oddali pojawiła się za to cała chmara innych łań, które - przemierzając knieję w poszukiwaniu seksualnej przygody – postanowiły wspaniałomyślnie wyłonić się na otwartą przestrzeń. Były jednak trochę za daleko, żeby zrobić dobre ujęcie i musiałem dać za wygraną.

Zdjęcie nie jest może rewelacyjne, ale – dzięki przygodzie z samochodem – na pewno zapamiętam je na długo. Po tygodniach zdjęciowej posuchy biorę je też za dobrą monetę i cenną naukę: zawsze warto próbować. Nawet kiedy człowiek zagrzebie się po uszy w błocie.


środa, 18 sierpnia 2010

Lis przydrożny

Ostatnio trochę znudziło mi się fotografowanie z ambon. Po pierwsze dlatego, że w Puszczy Niepołomickiej urzęduję od dłuższego czasu na 2 (słownie: dwóch) ambonach na zmianę i chętnie spróbowałbym czegoś nowego. Po drugie, ponieważ ambony zmuszają do obserwowania zwierząt z wysoka i zrobione z nich zdjęcia mają nie najlepszą perspektywę. Postanowiłem więc poszukać szczęścia w innych miejscach i wyruszyłem na wyprawę wgłąb Puszczy. A było to tak:

Od dawna już planowałem odwiedzić kilka zakątków, gdzie - jak zakładam - szansa na spotkanie zwierza może być całkiem spora. Niestety, wcześniej jakoś brakowało mi motywacji i zamiast zapuszczać się w las, jeździłem ciągle w te same miejsca. Moja cierpliwość w końcu się jednak wyczerpała i z aparatem na szyi ruszyłem przed siebie. Efekt wyprawy był taki, że zawędrowałem pod... kolejną ambonę. Chcąc nie chcąc wspiąłem się na górę i rozejrzałem po okolicy. Z ambony miałem widok na rozległą polanę, ale zarośniętą tak wysokimi trawami, że nawet gdyby przetaczało się tamtędy stado słoni, to i tak bym go nie zauważył...

zdjęcia zwierząt
Mimo wszystko postanowiłem chwilę (czytaj: trzy godziny) poczekać i zobaczyć, co będzie się działo. Nie zawiodłem się! Po jakimś czasie pod amboną pojawiła się sarna. Nie miała pojęcia, że siedzę nad nią i... ułożyła się w najlepsze w zaroślach tuż pod moimi nogami. Sytuacja zrobiła się patowa: zdjęcia zrobić nie mogłem i wiedziałem, że gdy tylko zacznę schodzić z ambony, sarna zaraz ucieknie. Niestety, miałem rację. Kiedy tylko postawiłem nogi na drabince, koza zerwała się i zniknęła w trawach. Przygoda ciekawa, ale zdjęć brak :(

Byłem przekonany, że tego dnia nic już w lesie nie zdziałam i postanowiłem wrócić do samochodu, gdy wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście. Idąc ścieżką omal nie wdepnąłem na młodego lisa! Nie zauważył mnie, choć przystanąłem może ze dwa metry od niego. Zwierz bawił się swoją zdobyczą (chyba nornicą, ale nie widziałem dokładnie, co to było) i zachowywał się trochę jak kot, który właśnie złowił mysz. Tak był tym pochłonięty, że w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi. Przykucnąłem więc, wykadrowałem i ciach - wyzwoliłem migawkę. Lis, gdy tylko to usłyszał, spojrzał w moją stronę, po czym chwycił w zęby swój obiad i błyskawicznie uciekł. I to by było na tyle.

Ze zdjęcia jestem bardzo zadowolony, bo to chyba najlepsze ujęcie lisa, jakie udało mi się do tej pory zrobić w Puszczy Niepołomickiej. Dotychczas najbardziej zadowolony byłem z fotografii, którą udało mi się zrobić ostatniej zimy. No ale teraz widzę, że "ambonowa" perspektywa to jednak nie to.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Zdjęcie na raty

Po dłuuugiej przerwie jestem z powrotem. Najpierw była majowa powódź i moje tereny łowieckie znalazły się pod wodą. Później: kupa obowiązków i absolutny brak czasu na zdjęcia. A na koniec, kiedy już wróciłem do lasu, długo nie mogłem trafić na żadnego zwierza. Samo życie:( Wreszcie jednak szczęście znowu się do mnie uśmiechnęło. Gdzie? Oczywiście w Puszczy Niepołomickiej. Trochę to trwało, ale w końcu znów wziąłem się do roboty. A było to tak:

W Puszczy fotografowałem dotychczas w miejscach leżących tuż nad Wisłą. W trakcie powodzi o robieniu zdjęć nie było więc mowy. Gdy wody już opadły, też przez jakiś czas nie wybierałem się w teren, bo wiedziałem, że rozmiękła ziemia uniemożliwi mi dotarcie do celu. I tak zrobił się koniec czerwca. Kiedy wreszcie wróciłem na stare śmieci, moim oczom ukazał się niesamowity widok. Żywioł zmienił leśny krajobraz i w miejscu moich łowów powstało niewielkie jeziorko. Wieczorami słychać było w nim rechoczące żaby, w okolicy zaczęły pojawiać się bociany czarne i... wędkarze. Rewelacja! Ale powódź miała jeszcze jeden, zdecydowanie mniej przyjemny, skutek. W wysokich trawach wylęgły się niezliczone roje komarów. Brzęczące potwory dosłownie zaklejały człowiekowi oczy i usta... Jak na złość, przez dłuższy czas nie mogłem też zrobić żadnego sensownego zdjęcia. Ostatnie upały zdążyły już całkiem osuszyć ziemię, nowe jeziorko prawie zniknęło, a ja wciąż wracałem z niczym.
fotografia przyrodnicza - sarna
Wreszcie udało mi się zrobić "zdjęcie na raty". Pewnego wieczora bezowocnie wyczekiwałem na jednej z ambon (jakimś cudem konstrukcja przetrwała powódź) i gdy zapadły ciemności stwierdziłem, że dobrze będzie wrócić w to samo miejsce nad ranem. Spakowałem zabawki, przespałem się w domu przez jakieś 3 godziny i przed świtem znów zameldowałem się w Puszczy. W około panowały jeszcze całkowite ciemności, a horyzont rozjaśniały błyski odległych burz. Niesamowity klimat!

Krótka noc zrobiła swoje i z trudem starałem się nie zasnąć. Co chwilę nerwowo zrywałem się z letargu, kurczowo chwytając za oparcie ambony. Czas płynął bardzo wolno... Wreszcie nad lasem wzeszło słońce, a wraz z nim POJAWIŁY SIĘ ZWIERZĘTA. Z daleka widziałem pojedyncze sarny, które na moment wychodziły na łąki i zaraz potem znikały w zaroślach. I tak w kółko! Żadne zwierze nie chciało jednak podejść do ambony. Na szczęście w końcu znalazła się ochotniczka:)

Powoli jedna z saren zaczęła zbliżać się w moją stronę. Szła bardzo ostrożnie, czujnie przedzierając się przez wysokie trawy. Kilka metrów od ambony wreszcie stanęła i wzięła za obgryzanie zielonych pędów. Cały czas wiedziałem, że sarna jest tuż obok, ale co chwilę traciłem ją z oczu. W zaroślach zwierz pojawiał się i znikał. Zwarty i gotowy czekałem, aż wreszcie wyjdzie na łąkę. - Nie spieprz tego Adam - powtarzałem sobie w myślach. Nic z tego! Nagle sarna wychyliła się z traw i gdy tylko znalazła się na otwartej przestrzeni, wystrzeliła przed siebie jak poparzona. Starannie ustawianą ostrość szlag trafił, a ja mogłem już tylko starać się trafić na oślep w pędzącą kozę. Gdy na moment zamarła, wyzwoliłem migawkę. Później po sarnie został już tylko ślad wydeptany w trawie.

piątek, 4 czerwca 2010

Żaba po chorwacku

Tym razem chwila oddechu od Puszczy Niepołomickiej i wieczornych gonitw za jeleniami i dzikami. Miałem ostatnio przyjemność wybrać się do Chorwacji, gdzie odwiedziłem m.in. Park Narodowy Rzeki Krka i zobaczyłem okolice wodospadu Skradinski buk oraz miejsce, w którym rzeka uchodzi do Adriatyku. Czas, jaki spędziłem nad Krką nie był długi, ale przy okazji udało mi się zrobić jedno ciekawe zdjęcie żaby.

Nie znam się specjalnie na płazach i nie wiem jaki to gatunek, ale wydaje mi się, że trafiłem akurat na okres godów. Żab w rozlewiskach Krki było całe mnóstwo i z każdej strony dochodził głośny rechot. Zwierzęta tkwiły nieruchomo w wodzie (były jakby w transie) i z łatwością mogłem się do nich zbliżyć. Nie reagowały na nic.
zdjęcia przyrody
Rozłożyłem się więc w poprzek drewnianego pomostu (blokując przy okazji przejście grupie niemieckich turystów - emerytów) i wziąłem się do roboty. Aparat opuściłem najniżej jak tylko mogłem, aby znalazł się tuż nad lustrem wody. Całe szczęście, że miałem akurat pod ręką cyfrówkę z odchylanym wyświetlaczem, bo bez niego pewnie nie udałoby mi się złapać odpowiedniego kadru. Tkwiłem w tej niewygodnej pozycji przez dobrych kilka minut, bo ruch na pomoście był duży (ach ci turyści!) i cały czas w wodzie odbijała się czyjaś sylwetka.

Ręce zaczęły mi już mdleć, ale przynajmniej żaba zachowała się odpowiedzialnie i przez cały ten czas nie drgnęła nawet o milimetr. Wreszcie nadarzył się moment, w którym na pomoście nie było nikogo i mogłem zrobić swoje. Jakże przyjemnie było później wstać i rozprostować kości...

środa, 26 maja 2010

Wieczór z dzikami

Nocnych łowów ciąg dalszy. Tym razem intuicja (a ta ostatnio mnie nie zawodzi) podpowiadała mi, że jeśli zostanę w lesie jeszcze trochę dłużej, to NA PEWNO trafię na dziki. Trafiłem:) Był późny wieczór i wraz z zapadającymi ciemnościami szanse na zrobienie dobrego zdjęcia spadły praktycznie do zera, ale mimo wszystko warto było poczekać. Dziki wyłoniły się z lasu dokładnie w tym miejscu, w którym się ich spodziewałem. Zwierzęta rozbiegły się po zaoranym polu i zaczęło się szaleństwo – podgryzanie, tarzanie w ziemi, jeden wielki kwik.
fotografia przyrodnicza - dzik
Gdyby dziki zechciały choć na chwilę stanąć względnie nieruchomo, to może przywiózłbym z tych łowów nieco lepsze fotografie, ale gdzie tam. Bestie szalały jak opętane, po czym – jak na komendę – zerwały się i uciekły w zarośla. Straciłem je z pola widzenia, ale wciąż wyraźnie słyszałem, że są blisko. W ciemnościach nie mogłem ich dokładnie namierzyć i bałem się, czy schodząc po omacku z ambony nie stanę któremuś przypadkiem na głowie. To by było dopiero bliskie spotkanie! Na szczęście po chwili zapadła cisza i mogłem spokojnie wrócić do samochodu.

PS: Pierwszy raz od kiedy uganiam się z aparatem po Puszczy Niepołomickiej udało mi się w miarę precyzyjnie ustalić gdzie i kiedy zaczaić się na dużego zwierza. Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko dobrego światła. Po cichu liczę na to, że uda mi się w końcu zrobić przyzwoite zdjęcia dzików i jeleni w czerwcu, kiedy dzień będzie najdłuższy.

niedziela, 16 maja 2010

Zmiana taktyki

Nie chciałbym zapeszać, ale chyba znalazłem wreszcie sposób na Puszczę Niepołomicką. Po niedawnym spotkaniu z jeleniami przekonałem się, że w miejsca, które do tej pory odwiedzałem wczesnym rankiem, lepiej jeździć wieczorami. Zmiana taktyki przynosi (jak na razie) rewelacyjne efekty. Zwierzyna sama pcha się w obiektyw!

Przykład? Proszę bardzo! Ostatnio w teren wybrałem się na początku maja. Było parne, duszne popołudnie, las zamarł w totalnym bezruchu. W powietrzu unosił się zapach kwitnących drzew, a ciszę przerywał tylko śpiew ptaków. Nadciągała wiosenna burza! Dzień zbliżał się już ku końcowi, gdy dotarłem wreszcie na jedną z ambon. Nie czekałem na niej więcej niż kilka minut, kiedy pod lasem pojawiły się pierwsze sarny. Zwierzęta najpierw skubały świeże pędy drzew, a później spokojnie wyszły na łąkę i wzięły się za młodą trawę.
fotografia przyrodnicza - sarna
Co chwilę łapały wiatr, ale w nieruchomym powietrzu nie mogły mnie zwietrzyć. W pewnym momencie jedna z nich odłączyła się od stada i ruszyła prosto pod ambonę. Odczekałem chwilę i zacząłem fotografować dopiero wtedy, gdy znalazła się kilka metrów ode mnie. Sarna zadarła łeb, spojrzała w moją stronę i... nic. Pasła się dalej. Na jej grzbiecie widać było jeszcze resztki zimowego futra, a na głowie... dwa niewielkie guzy. Okazało się, że "sarna" jest młodym kozłem!

Zwierzę pokręciło się jeszcze trochę pod amboną i zniknęło w zaroślach. Chwilę później w jego ślady ruszyła reszta stada, a las zaczął pogrążać się w ciemnościach. Trafiłem idealny moment! Już dawno nie miałem okazji fotografować z tak bliska i przy przy tak dobrym świetle. I jeszcze ta majowa zieleń...

wtorek, 27 kwietnia 2010

Nocne łowy

Pomyślałem sobie, że skoro moje poranne łowy w Puszczy Niepołomickiej przynoszą ostatnio tak marne efekty, to może warto spróbować szczęścia o zmierzchu. Niejasna intuicja podpowiadała mi, że właśnie wieczorem uda mi się wreszcie namierzyć dużego zwierza. Nie kłamała!

Idąc za ciosem, wybrałem się na ambonę, z której ostatnim razem udało mi się sfotografować sarny. Do lasu dotarłem mniej więcej godzinę przed zachodem słońca (wreszcie mogłem wyspać się jak normalny człowiek). Chciałem zostać dopóty, dopóki będzie jeszcze na tyle jasno, aby zrobić jakiekolwiek zdjęcie. Ale zostałem dłużej… Ledwo zdążyłem wspiąć się na ambonę, a zaczęło się przedstawienie. Na łąki, pojedynczo i parami, zaczęły wychodzić sarny. Z prawej strony ambony pasła się koza, z lewej - kozioł. Nie wiedziałem w którą stronę mam się obrócić. W pewnym momencie do tego towarzystwa dołączył zając. Chwilę później, na przeciwnym skraju łąki, pojawił się też lis. Wylazł z zarośli, rozejrzał się w około i spokojnie zasiadł na ziemi. Prawdziwa Arka Noego!
zdjęcia przyrodnicze - jelenie
Najlepsze zaczęło się jednak po zachodzie słońca. Szybko zrobiło się ciemno i już chciałem zejść z ambony, gdy nagle z lasu wytoczyły się jelenie. Cała armia jeleni! Najpierw jedna grupa, a zaraz za nią, kolejna. W ciemnościach nie mogłem stwierdzić dokładnie ile ich jest. Naliczyłem dwadzieścia kilka sztuk. Jelenie zajęły całą łąkę i najspokojniej zaczęły się paść . Wyglądały trochę jak bizony na prerii.
zdjęcia zwierząt - jelenie
Wszystko fajnie, ale jak tu zrobić zdjęcie? Przecież prawie nic nie widzę!!! Maksymalnie podkręciłem czułość i zacząłem (trochę na oślep) strzelać. W wizjerze dostrzegałem tylko niewyraźne sylwetki zwierząt. Autofokus oszalał, ostrości nie dało się też ustawić ręczne. Dramat! Po zrobieniu kilku zdjęć uznałem w końcu, że dalsze zmagania z ciemnością nie mają sensu.
fotografia przyrodnicza - jelenie
Spotkania ze stadami jeleni nie przytrafiają mi się jednak codziennie, więc postanowiłem zostać i przyjrzeć się zwierzętom jeszcze przez chwilę. I wtedy okazało się, że to jeszcze nie koniec! Nagle, tuż pod amboną, coś zaszeleściło w trawie. Wytężyłem wzrok i... nie wierzę. Oto lis goni zająca! Dobra - pomyślałem sobie - trzeba schodzić. Jak tak dalej pójdzie, to zaraz z lasu wyjdą słonie i jeszcze mnie stratują;-)
zdjęcia przyrody - jelenie
Do samochodu wracałem trochę po omacku. Z wielu stron żegnało mnie szczekanie kozłów. To były udane łowy! Ze zdjęć też jestem bardzo zadowolony. A że niewyraźne, poruszone i szumią? No a jakie mają być? Przecież było ciemno!

piątek, 16 kwietnia 2010

Wreszcie coś większego

Po ostatniej akcji z bażantem postanowiłem zmienić lokalizację i spróbować szczęścia w innym zakątku Puszczy Niepołomickiej. Wybrałem się więc na ambonę, na której spędziłem w zeszłym roku dłuuugie godziny w oczekiwaniu na dziki i jelenie. Dotychczas udało mi się w tym miejscu trafić głównie na lisy, ale, jak zapewniał mnie miejscowy leśniczy, szansa na dużego zwierza jest tam całkiem spora. Chciałbym w to wierzyć...

Do lasu dotarłem jeszcze przed wschodem słońca. Był zimny, mglisty poranek, po niebie sunęły ciemne, ciężkie chmury. O dobrym świetle mogłem zapomnieć. Z mroku z wolna zaczęły wyłaniać się pierwsze kształty - ściana lasu, łąki. Wszystko jeszcze szare i pozbawione kolorów. Przyroda w tym roku jakoś wolno budzi się do życia…
fotografia przyrodnicza
Ostrożnie wspiąłem się na ambonę, która po długiej zimie straciła gdzieś kilka desek i chwieje się teraz przy każdym podmuchu wiatru. Czekam. W powietrzu wilgoć, przejmujący chłód. Żeby się ogrzać i nie zasnąć wlewam w siebie kawę z termosu. Będzie problem, kiedy pęcherz każe mi się tej kawy pozbyć. Po jakiejś godzinie zauważyłem pierwszą sarnę - pasie się spokojnie wśród suchych, wysokich traw. Patrzę na nią przed dobrych kilkanaście minut, ale zdjęcia zrobić nie mogę. Sarna jest za daleko. Wreszcie zwierzę zaczyna podchodzić w moją stronę. Gdy na chwilę przystaje, wyzwalam migawkę. Udało się, ale mogłoby być lepiej. Szkoda, że sarna zawróciła i nie podeszła jeszcze bliżej.
zdjęcia przyrody
Trudno, czekam dalej. Mija kolejna godzina i w oddali znów pojawiają się sarny. Całe stado. Są jednak jeszcze dalej niż koza, którą sfotografowałem wcześniej. Obserwuję rudel przez wizjer aparatu, ale nawet nie próbuję robić zdjęć. Sarny co chwila znikają w wysokich zaroślach – nie ma szans. W końcu daję za wygraną i schodzę z ambony. Koniec. Wreszcie trafiłem większego zwierza. Może sarna to żaden rarytas, ale nawet do saren nie miałem ostatnio szczęścia...

piątek, 2 kwietnia 2010

Ptak z lotu ptaka

Wróciłem do lasu!!! A konkretnie do Puszczy Niepołomickiej, na ambonę, którą odkryłem pod koniec zeszłego roku. Las, choć wciąż jeszcze całkowicie pozbawiony liści, przywitał mnie głośnym ptasim śpiewem. Do swoich gniazd wróciły bociany. Wiosna!
fotografia przyrodnicza - bażant
Tradycyjnie czekałem na dużego zwierza i (też tradycyjnie) się nie doczekałem, ale za to pod ambonę przywędrował... bażant. Fotografowanie ptaków z ambony nie jest najlepszym pomysłem, no ale co miałem zrobić? Bażant przyszedł, to zrobiłem mu zdjęcie:) Efekt jest jaki jest, ale jedno mi się w tej fotografii podoba - bajecznie kolorowe upierzenie ptaka ładnie kontrastuje z szarą ziemią. Mam nadzieję, że to zapowiedź bardziej udanych łowów w nowym sezonie.

PS: Przy okazji zajrzałem też na drugą,"starą" ambonę (tę, pod którą rzekomo podchodzą dziki i jelenie). I co tam zastałem? Pobojowisko!!! Ziemia zryta jak jeszcze nigdy. Chyba jednak można się tam wybrać na dzika!

wtorek, 16 marca 2010

Zdjęcia przyrody z Canonem 7D

Wpadł mi ostatnio w ręce EOS 7D Canona. Od dawna byłem bardzo ciekaw tego aparatu, więc gdy tylko przytrafiła się okazja, zaraz pognałem z nim prosto do karmnika. Zdjęcia sikorek gwarantowane - myślałem sobie - sprawdzę, na co stać to cudo. Najbardziej interesowały mnie oczywiście te cechy lustrzanki, które mają podstawowe znaczenie podczas fotografowania przyrody: szybkość zdjęć seryjnych czy jakość fotografii wykonanych przy wysokich czułościach. Szczególnie zależało mi również na sprawdzeniu celności autofokusa, z którym dotychczas bywało w Canonach różnie.

I teraz kilka uwag teoretycznych. EOS 7D może robić zdjęcia z prędkością 8 klatek na sekundę, a czułość matrycy wynosi od 100 do 6400 ISO z możliwością rozszerzenia do 12800 ISO. Aparat wyposażono w nowy, 19 punktowy autofokus z centralnym czujnikiem przystosowanym specjalnie do współpracy z jasnymi obiektywami f/2,8. Wszystkie punkty autofokusa są polami krzyżowymi. Duże wrażenie zrobiły na mnie możliwości aparatu, jeśli chodzi o metodę wyboru pola ostrości. Oprócz autofokusa całkowicie automatycznego, do dyspozycji jest również tryb AF strefowego (19 pól podzielono na 5 stref), dwie opcje autofokusa punktowego oraz tryb AF punktowego poszerzonego, w którym ostrość ustawiana jest w wybranym punkcie oraz w polach sąsiadujących.

Przy karmniku najpierw sprawdzałem działanie automatycznego autofokusa i przy okazji strzeliłem też kilka zdjęć przy czułości 6400 ISO. Wszystko w trybie zdjęć seryjnych. Efekt jest taki:
fotografia przyrodnicza
Późnej poznęcałem się jeszcze nad autofokusem punktowym - niezbędnym podczas fotografowania ptaków między gałęziami. Zdjęcie zrobione przy czułości 1600 ISO prezentuje się tak:
zdjęcia przyrody
Oba zdjęcia zrobiłem w JPEG-ach, przy automatycznym balansie bieli. Nie odszumiałem ich, ani nie wyostrzałem. Musiałem tylko trochę zmniejszyć, żeby bez problemów zmieściły się na bloga :( Najlepiej, żeby każdy ocenił je według własnego uznania. Ja mogę tylko stwierdzić, że EOS 7D faktycznie jest szybki, a jego autofokus na ogół radzi sobie całkiem nieźle. A że szumi? Jest duża czułość, to musi szumieć...

piątek, 5 marca 2010

Wiszę:)

4 marca w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie otwarto wystawę "Barwy Świata Przyrody 2009", na której prezentowane są najlepsze zeszłoroczne zdjęcia członków Krakowskiego Okręgu ZPFP.
fotografia przyrodnicza
Na wystawie zobaczyć można ponad 90 fotografii, wśród których znalazły się również dwie moje prace - zdjęcie słoni przywiezione z wyprawy do RPA oraz portret lisa "upolowanego" w Puszczy Niepołomickiej.
fotografia przyrodnicza
Wystawa czynna będzie do 30 kwietnia. Wszystkich serdecznie zapraszam. Wstęp wolny:)
fotografia przyrodnicza

poniedziałek, 1 marca 2010

Zapraszam na wystawę

Związek Polskich Fotografów Przyrody Okręg Krakowski, którego członkiem niedawno miałem zaszczyt zostać organizuje coroczną wystawę pt. "Barwy Świata Przyrody". Wernisaż odbędzie się 4 marca 2010 o godzinie 18. Wystawę zobaczyć będzie można do 30 kwietnia w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie przy Al. Jana Pawła II 232.
fotografia przyrodnicza
Na wystawie zaprezentowane zostaną zdjęcia, będące owocem zeszłorocznej działalności członków Okręgu (w tym dwie moje prace). Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam.

środa, 24 lutego 2010

Grubodziób

Fotografia przyrodnicza jest trochę jak gra w totolotka. Czasami można za wymarzonym zdjęciem biegać całymi dniami i nie osiągnąć nic (patrz: moje zmagania z kozłem ), a kiedy indziej zwierzęta same wręcz pchają się w obiektyw. Ten drugi wariant zdarza się oczywiście dużo rzadziej, ale jest jak najbardziej realny. Przekonałem się o tym ostatnio, robiąc zdjęcia przy karmniku .

Moim celem był grubodziób - ptak, który w tym roku zaczął pojawiać się w moich stronach regularnie. Obserwowałem go kilka razy, ale dotąd jakoś nie udawało mi się go sfotografować. W końcu zawziąłem się i postanowiłem czekać na niego aż do skutku. Byłem gotów poświęcić na to cały weekend.
fotografia przyrodnicza - grubodziób
Ledwo jednak zdążyłem wejść do altanki i rozłożyć sprzęt, a już po chwili (minęło może 10 minut!) grubodziób pojawił się przy karmniku. Ptak spokojnie sfrunął na gałąź, rozejrzał się wokoło i zamarł w bezruchu. Mogłem fotografować go do woli i... zwijać manatki. Zdjęcie zrobione, weekend wolny:)

Szkoda, że z innymi ptakami nie idzie mi tak łatwo. Do karmnika przestały ostatnio przylatywać zięby, nie doczekałem się też w tym roku gili:( Trudno. Byłoby nudno, gdyby wszystkie zdjęcia przychodziły tak łatwo.

sobota, 13 lutego 2010

Zmiany, zmiany...

Zacząłem na dobre działać przy karmniku. Po kilku dniach kiblowania w altanie przekonałem się, że w porównaniu z zeszłym rokiem, w interesie zaszły poważne zmiany. Ostra zima sprawiła, że ptaków jest zdecydowania więcej, do karmnika zlatują całkiem nowe gatunki i walka o żarcie stała się bardziej bezwzględna. Samo życie!
zdjęcia ptaków - dzwoniec
Karmnik opanowały dzwońce. Rok temu ptaki te pojawiały się u mnie stosunkowo rzadko i nie wykazywały zbytniej energii, ale teraz sytuacja baaardzo się zmieniła. Dzwońce okupują karmik całymi bandami i wypłaszają z niego wszystkie inne ptaki. Podobnie zachowują się też inni, trochę mniejsi zadymiarze - czyże. W tej sytuacji nawet sikorki i wróble muszą skapitulować.
zdjęcia ptaków - wróbel
Dużo częściej pojawiają się też sójki. Nie są już tak płochliwe i łatwiej je sfotografować, ale żeby zrobić im dobre zdjęcia zmuszony byłem opracować specjalną technikę. Gdy przed rokiem fotografowałem 300 mm zoomem, za każdym razem, kiedy tylko pojawiała się sójka, musiałem wykazać się refleksem i sprawnie skrócić ogniskową. Ptak nie mieścił się w kadrze. Teraz działam przy pomocy szkła 500 mm i problem stał się jeszcze większy. Zamiast jednak zmagać się z pierścieniem na obiektywie wymyśliłem, że mogę cofnąć się o krok razem z całym sprzętem. Ogniskowa zostaje bez zmian i nie ucinam sójce ogona:)
zdjęcia ptaków - sójka
Przy karmniku nie zabrakło również innych, stałych bywalców - rudzików i kosów. Na te ostatnie przygotowałem sobie już nawet nowe stanowisko, ale póki co, nie udało mi się zrobić jeszcze dobrych zdjęć. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że do karmnika przylatują ptaki, których przed rokiem w moich stronach nie było. Jeśli mnie wzrok nie mylił i atlas ptaków nie kłamał, to zawitały do mnie też zięby i grubodzioby. No ale zobaczyć, a zrobić zdjęcie to dwie różne rzeczy:/ Mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w tym sezonie trafić jakieś lepsze okazy. Zapowiada się dłuuuga zima...

piątek, 5 lutego 2010

Stare zdjęcie w nowym miejscu

I wybrałem się wreszcie na "moją" nową ambonę do Puszczy Niepołomickiej. Był grudzień, ogołocony z liści las przywitał mnie grobową ciszą. W powietrzu wirowały drobne płatki pierwszego tej zimy śniegu. Po oblodzonych szczeblach drabiny wspiąłem się na ambonę i przygotowałem sprzęt. Aparat na statyw, termos z herbatą do łapy - gotowe. Zasiadłem na twardej desce i czekam. Jest straszliwie zimno! W takich chwilach człowiek zastanawia się, czy aby jest całkiem normalny. Zamiast wyspać się w sobotę rano...

Z tej uroczej autorefleksji wyrwał mnie nagle jakiś szelest. Zerwałem się z ławki i wystawiłem głowę na zewnątrz. W zaroślach, na lewo od ambony buszował lis. Co chwilę traciłem go z oczu, lecz w pewnym momencie zwierz wypadł z powrotem na ścieżkę. Po woli, skradając się nisko na łapach, ruszył w moją stronę. Jeszcze moment i był tuż pod amboną. Do dzieła!
zdjęcia zwierząt - lis
Lis usłyszał trzask migawki, ale (o dziwo!) wcale go to nie spłoszyło. Wyprostował się, rozejrzał dookoła i powędrował dalej. Po kilku krokach spokojnie zasiadł na ziemi, odwrócony grzbietem w moją stronę. Przez chwilę siedział tak jeszcze nieruchomo, po czym znowu zniknął w zaroślach. I tyle go widziałem.

W sumie to powinienem być zadowolony (i jestem, bo to chyba najlepsze zdjęcie lisa, jakie udało mi się zrobić), ale... czy oprócz lisów w tej cholernej Puszczy nie ma innych zwierząt?

wtorek, 2 lutego 2010

Nikon uczy fotografować ptaki

Firma Nikon wpadła na ambitny plan zorganizowania warsztatów z fotografowania ptaków drapieżnych. Brzmi groźnie, a żeby było jeszcze groźniej, to warsztatom nadano odpowiednio dramatyczny tytuł - "Oko w oko z drapieżcą". Impreza zorganizowana zostanie w ramach projektu edukacyjnego "Akademia Nikona", potrwa dwa dni (5 - 7 lutego) i odbywać się będzie w Dolinie Dolnej Warty w okolicy Kostrzyna. Poprowadzi ją Piotr Chara.

Celem warsztatów jest (jak wyjaśnia Nikon) "wprowadzenie w specyfikę fotografowania dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku". Szkolenie podzielono na część teoretyczną i praktyczną. W ramach tej pierwszej uczestnicy mają się zapoznać m.in. z tajnikami podchodzenia zwierzyny, sztuką kamuflażu oraz zasadami kompozycji kadru.

Praktyczna część warsztatów odbywać ma się, rzecz jasna, w terenie, w specjalnie przygotowanym ukryciu. Jeśli komuś mało będzie emocji związanych z fotografowaniem drapieżników, to będzie też mógł uraczyć się aranżowanymi zdjęciami... ptaków wróblowatych. Na dobicie zostanie jeszcze "spontaniczne fotografowanie w siedliskach przyrodniczych o wysokim potencjale fotograficznym".

Organizatorzy szkolenia zastrzegli przezornie, że warsztaty odbywać się będą w trudnych warunkach terenowych i uczestnictwo w nich wymaga posiadania ciepłej odzieży, obuwia i śpiwora. Cóż... jest zima, to musi być zimno:)Chętni będą też musieli wykazać się umiejętnością obsługi lustrzanki i przyjechać z własnym aparatem, obiektywem (min. 250 mm) i statywem. Warsztaty przewidziano dla grupy 4 - 6 osób, a koszt takiej przygody to 1200 złotych.

Plany są bardzo ambitne, ale przyznam szczerze, że jakoś nie wyobrażam sobie jak takie warsztaty miałyby właściwie wyglądać. Część teoretyczna to jeszcze, ale najbardziej ciekaw jestem zajęć w terenie i tego, jak Nikon zamierza zagwarantować uczestnikom obecność ptaków drapieżnych. Albo warsztaty odbywać będą się w miejscu, w którym ptactwo jest wybitnie przyzwyczajone do ludzi ("siedlisko o wysokim potencjale fotograficznym"???), albo miłośnikom Nikona rzeczywiście pozostanie jedynie fotografowanie wróblowatych...

Mniejsza z tym. Najważniejsze, że Nikon w ogóle podejmuje się organizowania imprez związanych z fotografią przyrodniczą. Większość producentów sprzętu (a raczej ich polscy przedstawiciele) raczej nie angażuje się w podobne przedsięwzięcia i traktuje fotografię przyrody jak biedną krewną fotografii bardziej komercyjnej. Czyli: nie ma gołej dupy, nie ma tematu!!! Szkoda. Fotografujący przyrodę użytkownicy Nikonów mogą więc czuć się wyróżnieni. Nawet jeśli zapłacą 1200 złotych i zamiast zdjęć orła przywiozą do domu fotografie wróbli:)

czwartek, 28 stycznia 2010

Słonie przynoszą szczęście

Ze względów termicznych nie grasuję ostatnio po lasach i nowych zdjęć mam jak na lekarstwo, ale procentuje za to mój wcześniejszy dorobek. Miło mi poinformować (tak, będę się chwalił!), że fotografia słoni, którą zrobiłem podczas zeszłorocznej wyprawy do Afryki zdobyła wyróżnienie w konkursie na zdjęcie roku Okręgu Krakowskiego ZPFP.
zdjęcia zwierząt - słoń
Trochę pewnie to wyróżnienie na zachętę ;) i dużo w nim szczęścia nowicjusza, a może zadecydowała tylko egzotyka zdjęcia, ale mimo wszystko jestem bardzo wdzięczny jury - w konkursie brały udział dużo lepsze fotografie! I jak tu nie wierzyć, że Słonie przynoszą szczęście...

środa, 27 stycznia 2010

Zostałem członkiem...

Członkiem Polskiego Związku Fotografów Przyrody, Okręgu Krakowskiego. Tzn. zostałem już pod koniec ubiegłego roku, ale legitymację udało mi się odebrać dopiero teraz ;) Nie spodziewam się, żeby moje członkostwo w Związku zrobiło jakieś szczególne wrażenie na zwierzynie, ale mam nadzieję, że pomoże chociaż w negocjacjach z leśniczymi i pracownikami parków narodowych, którzy czasami dziwnie patrzą na wariata, uganiającego się po lesie w poszukiwaniu jelenia:)

A tak już całkiem poważnie, to ZPFP jest częścią Międzynarodowej Federacji Fotografii Przyrodniczej i przynależność do Związku to dla mnie wielki zaszczyt i powód do dumy. Dzięki ZPFP mogłem (i będę mógł w przyszłości) poznać wielu doświadczonych, utytułowanych fotografów przyrody i naoglądać się od groma rewelacyjnych zdjęć. Będę też mógł prezentować swoje prace na organizowanych przez Związek wystawach. Żyć nie umierać!

Największa korzyść z członkostwa z ZPFP to jednak możliwość doskonalenia warsztatu. Na związkowych spotkaniach (zanim jeszcze dorobiłem się legitymacji) nie raz dobrze mi się oberwało. Kompozycja zbyt centralna, niebo przepalone i w ogóle jakieś to zdjęcie nieostre - słyszałem. Rewelacja! Nic przecież nie motywuje lepiej niż dobra zjebka:)

środa, 20 stycznia 2010

A jednak przekręt!

No i mamy werdykt! Nieszczęsne zdjęcie wilka, które zwyciężyło w zeszłorocznej edycji Wildlife Photographer of the Year to oszustwo - stwierdzili organizatorzy konkursu. Autor fotografii, Jose Luis Rodriguez z Hiszpanii, został zdyskwalifikowany i nie otrzyma 10 tysięcy funtów nagrody. WPY 2009 pozostanie więc bez zwycięzcy, a zdjęcie Hiszpana zostanie usunięte z pokonkursowej wystawy.

Sędziowie zbadali oskarżenia wysuwane pod adresem Rodrigueza, zapoznali się z opiniami specjalistów i doszli do wniosku, że wilk uwieczniony na fotografii był zwierzęciem tresowanym, żyjącym w rezerwacie. Hiszpan nie dość, że zataił ten fakt (co było naruszeniem regulaminu konkursu), to jeszcze dośpiewał sobie całą historyjkę o "antycznym konflikcie między człowiekiem i wilkiem". Czego to ludzie nie zrobią dla sławy:)

Zdjęcie, tak jak wcześniej przypuszczano, zrobione zostało w parku zoologicznym Canada Real pod Madrytem i przedstawia wilka o imieniu Ossian. Zwierzę rozpoznano po charakterystycznej, czarnej plamie pod prawym okiem. Rodrigueza zdradziło też tło zdjęcia - wypisz wymaluj Canada Real.

Afera z wilkiem nadszarpnie pewnie prestiż Wildlife Photographer of the Year, ale w całym tym zamieszniu można doszukać się też pozytywów. - Pewne jest, że przyszłoroczny zwycięzca będzie musiał być cholernie dobry i cholernie uczciwy. Od niego bowiem zależeć będzie reputacja konkursu - skomentował sprawę znany fotograf przyrody, Andy Rouse. Oby miał rację.

A co z Rodriguezem? Hiszpański fotograf nadal zaprzecza wszelkim oskarżeniom i uparcie twierdzi, że wilk z jego zdjęcia to najprawdziwszy dziki zwierz, a nie żaden tam tresowany Ossian. Rodriguez dowiódł już co prawda, że ma niebywały talent narratorski, ale żeby ratować swój honor będzie teraz musiał wykazać się nie lada elokwencją. Ja zastanawiam się tylko nad tym, czy Hiszpan faktycznie liczył na to, że jego przekręt nie wyjdzie na jaw? Ci Latynosi to mają fantazję!

niedziela, 17 stycznia 2010

Co z tym wilkiem?

Kolejna edycja BBC Wildlife Photographer of The Year ruszyła na dobre, a sprawa rzekomego fałszerstwa , którego miał się dopuścić zeszłoroczny zwycięzca konkursu wciąż nie została wyjaśniona. O aferze nie daje jednak zapomnieć fiński magazyn "Suomen Luonto", który rozpętał całą tę awanturę.

Finowie od początku twierdzili, że historyjka opowiedziana przez autora zdjęcia to jedna wielka bujda, a na fotografii jest tresowany wilk Ossian z parku zoologicznego Canada Real koło Madrytu. Według rewelacji magazynu, fakt oszustwa potwierdzać ma nawet sam dyrektor parku. Organizatorzy konkursu nadal nie zajęli w tej sprawie oficjalnego stanowiska, ale "Suomen Luonto" zapewnia, że decyzja zapaść ma lada dzień.

Niezależnie od tego, czy oskarżenia się potwierdzą, cała sprawa już wywołała spore zamieszanie. Jego efektem są zmiany wprowadzone w regulaminie konkursu BBC. W tym roku jego uczestnicy będą musieli poinformować organizatorów np. o tym, że fotografowane zwierzęta były wabione. Każdy będzie też zobligowany do złożenia oświadczenia, że zgłoszone zdjęcia są zgodne z regulaminem i że informacje o nich są kompletne, ścisłe i zgodne z prawdą. Trochę jak w urzędzie skarbowym:)

Zmiany w regulaminie sugerować mogą (niestety), że coś może być na rzeczy, ale równie prawdopodobne jest to, że cała ta afera to tylko kolejna tandetna sensacyjka. Jak jest na prawdę dowiemy się dopiero wtedy, gdy głos zabiorą (o ile w ogóle to zrobią!) organizatorzy konkursu.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Kilka słów o czułości

Tym razem trochę luźnych uwag natury teoretyczno-technicznej. W fotografii przyrodniczej tak to już niestety bywa, że często trzeba działać przy bardzo słabym świetle. W gęstym, ciemnym lesie, wczesnym rankiem lub o zmierzchu. Dramat!

Aby zrobić zdjęcie w takich warunkach, niezbędne okazuje się użycie wysokich czułości. Fotografów przyrody może więc ucieszyć to, że producenci sprzętu fotograficznego prześcigają się ostatnio w podkręcaniu maksymalnych wartości ISO, dostępnych w ich najnowszych aparatach. W Canonie EOS 1D Mark IV czy Nikonie D3s czułość podbić można nawet do 102 400 ISO! Zbędna gigantomania? Może jednak nie.

Dobrym przykładem może być film testowy nagrany Nikonem D3s przez francuskiego fotografa przyrody, Vincenta Mouniera. Materiał został nakręcony w surowych, skandynawskich plenerach, a podczas nagrywania Munier korzystał również z czułości 102 400 ISO.


Efekt? Na ujęciach przedstawiających niedźwiedzie i woły piżmowe widać wręcz, że... nic nie widać. Zdjęcia powstały w prawie całkowitych ciemnościach, a mimo tego obraz jest wyraźny. Detale na zbliżeniach też prezentują się całkiem nieźle.

Zdjęcia zrobione przy wysokiej czułości mają oczywiście tę przykrą wadę, że są zaszumione. Im wyższa czułość, tym większe ziarno, a im większe ziarno tym gorsza ostrość i plastyka zdjęć. W fotografii przyrodniczej trzeba się z tym pogodzić!!!

Pewnie, że lepiej byłoby zawsze fotografować przy dobrym świetle i mieć przed obiektywem nieruchomego zwierza, pozującego do zdjęcia, ale w praktyce najczęściej jest to jednak nierealne. Zwierzęta wykazują się największą aktywnością w porach, kiedy światła jest najmniej i jeśli chcemy unieruchomić je w kadrze, wówczas wysoka czułość bywa nieoceniona. Czasem można zrobić zdjęcie o słabszej jakości, albo nie zrobić zdjęcia wcale, a zmarnowana okazja już się nie powtórzy.

Oczywiście nie namawiam tu nikogo do ciągłego podkręcania ISO, ale wysokiej czułości (stosowanej w granicach zdrowego rozsądku) nie trzeba traktować jak wroga. W trudnych (czytaj: ciemnych) chwilach może nam ona bardo pomóc, a ziarno też potrafi dodać zdjęciu wiele tajemniczego uroku.