środa, 24 lutego 2010

Grubodziób

Fotografia przyrodnicza jest trochę jak gra w totolotka. Czasami można za wymarzonym zdjęciem biegać całymi dniami i nie osiągnąć nic (patrz: moje zmagania z kozłem ), a kiedy indziej zwierzęta same wręcz pchają się w obiektyw. Ten drugi wariant zdarza się oczywiście dużo rzadziej, ale jest jak najbardziej realny. Przekonałem się o tym ostatnio, robiąc zdjęcia przy karmniku .

Moim celem był grubodziób - ptak, który w tym roku zaczął pojawiać się w moich stronach regularnie. Obserwowałem go kilka razy, ale dotąd jakoś nie udawało mi się go sfotografować. W końcu zawziąłem się i postanowiłem czekać na niego aż do skutku. Byłem gotów poświęcić na to cały weekend.
fotografia przyrodnicza - grubodziób
Ledwo jednak zdążyłem wejść do altanki i rozłożyć sprzęt, a już po chwili (minęło może 10 minut!) grubodziób pojawił się przy karmniku. Ptak spokojnie sfrunął na gałąź, rozejrzał się wokoło i zamarł w bezruchu. Mogłem fotografować go do woli i... zwijać manatki. Zdjęcie zrobione, weekend wolny:)

Szkoda, że z innymi ptakami nie idzie mi tak łatwo. Do karmnika przestały ostatnio przylatywać zięby, nie doczekałem się też w tym roku gili:( Trudno. Byłoby nudno, gdyby wszystkie zdjęcia przychodziły tak łatwo.

2 komentarze:

  1. Święta prawda co do tego totolotka;) A co do zdjęcia to rewelacja, piękny ptak.

    OdpowiedzUsuń
  2. To niesprawiedliwe mieć tak pięknego grubodzioba aż tak tanim kosztem :-) Łażę za takim jednym i łażę! Wiem gdzie przebywa, widzieliśmy się nie raz, ale na odległość albumową (jak u ciebie) to nigdy nie dał do siebie podejść. Chowa się tylko między gałązkami i kiedy już mu zrobię zdjęcie to ledwie można rozpoznać, że to on. - Tym większe gratulacje!

    OdpowiedzUsuń