poniedziałek, 19 lipca 2010

Zdjęcie na raty

Po dłuuugiej przerwie jestem z powrotem. Najpierw była majowa powódź i moje tereny łowieckie znalazły się pod wodą. Później: kupa obowiązków i absolutny brak czasu na zdjęcia. A na koniec, kiedy już wróciłem do lasu, długo nie mogłem trafić na żadnego zwierza. Samo życie:( Wreszcie jednak szczęście znowu się do mnie uśmiechnęło. Gdzie? Oczywiście w Puszczy Niepołomickiej. Trochę to trwało, ale w końcu znów wziąłem się do roboty. A było to tak:

W Puszczy fotografowałem dotychczas w miejscach leżących tuż nad Wisłą. W trakcie powodzi o robieniu zdjęć nie było więc mowy. Gdy wody już opadły, też przez jakiś czas nie wybierałem się w teren, bo wiedziałem, że rozmiękła ziemia uniemożliwi mi dotarcie do celu. I tak zrobił się koniec czerwca. Kiedy wreszcie wróciłem na stare śmieci, moim oczom ukazał się niesamowity widok. Żywioł zmienił leśny krajobraz i w miejscu moich łowów powstało niewielkie jeziorko. Wieczorami słychać było w nim rechoczące żaby, w okolicy zaczęły pojawiać się bociany czarne i... wędkarze. Rewelacja! Ale powódź miała jeszcze jeden, zdecydowanie mniej przyjemny, skutek. W wysokich trawach wylęgły się niezliczone roje komarów. Brzęczące potwory dosłownie zaklejały człowiekowi oczy i usta... Jak na złość, przez dłuższy czas nie mogłem też zrobić żadnego sensownego zdjęcia. Ostatnie upały zdążyły już całkiem osuszyć ziemię, nowe jeziorko prawie zniknęło, a ja wciąż wracałem z niczym.
fotografia przyrodnicza - sarna
Wreszcie udało mi się zrobić "zdjęcie na raty". Pewnego wieczora bezowocnie wyczekiwałem na jednej z ambon (jakimś cudem konstrukcja przetrwała powódź) i gdy zapadły ciemności stwierdziłem, że dobrze będzie wrócić w to samo miejsce nad ranem. Spakowałem zabawki, przespałem się w domu przez jakieś 3 godziny i przed świtem znów zameldowałem się w Puszczy. W około panowały jeszcze całkowite ciemności, a horyzont rozjaśniały błyski odległych burz. Niesamowity klimat!

Krótka noc zrobiła swoje i z trudem starałem się nie zasnąć. Co chwilę nerwowo zrywałem się z letargu, kurczowo chwytając za oparcie ambony. Czas płynął bardzo wolno... Wreszcie nad lasem wzeszło słońce, a wraz z nim POJAWIŁY SIĘ ZWIERZĘTA. Z daleka widziałem pojedyncze sarny, które na moment wychodziły na łąki i zaraz potem znikały w zaroślach. I tak w kółko! Żadne zwierze nie chciało jednak podejść do ambony. Na szczęście w końcu znalazła się ochotniczka:)

Powoli jedna z saren zaczęła zbliżać się w moją stronę. Szła bardzo ostrożnie, czujnie przedzierając się przez wysokie trawy. Kilka metrów od ambony wreszcie stanęła i wzięła za obgryzanie zielonych pędów. Cały czas wiedziałem, że sarna jest tuż obok, ale co chwilę traciłem ją z oczu. W zaroślach zwierz pojawiał się i znikał. Zwarty i gotowy czekałem, aż wreszcie wyjdzie na łąkę. - Nie spieprz tego Adam - powtarzałem sobie w myślach. Nic z tego! Nagle sarna wychyliła się z traw i gdy tylko znalazła się na otwartej przestrzeni, wystrzeliła przed siebie jak poparzona. Starannie ustawianą ostrość szlag trafił, a ja mogłem już tylko starać się trafić na oślep w pędzącą kozę. Gdy na moment zamarła, wyzwoliłem migawkę. Później po sarnie został już tylko ślad wydeptany w trawie.

2 komentarze:

  1. Opłacało się robić "na raty" - jest piękne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam zaraz piękne... Źle wykadrowane:) Ale przynajmniej światło było dobre

    OdpowiedzUsuń