środa, 18 sierpnia 2010

Lis przydrożny

Ostatnio trochę znudziło mi się fotografowanie z ambon. Po pierwsze dlatego, że w Puszczy Niepołomickiej urzęduję od dłuższego czasu na 2 (słownie: dwóch) ambonach na zmianę i chętnie spróbowałbym czegoś nowego. Po drugie, ponieważ ambony zmuszają do obserwowania zwierząt z wysoka i zrobione z nich zdjęcia mają nie najlepszą perspektywę. Postanowiłem więc poszukać szczęścia w innych miejscach i wyruszyłem na wyprawę wgłąb Puszczy. A było to tak:

Od dawna już planowałem odwiedzić kilka zakątków, gdzie - jak zakładam - szansa na spotkanie zwierza może być całkiem spora. Niestety, wcześniej jakoś brakowało mi motywacji i zamiast zapuszczać się w las, jeździłem ciągle w te same miejsca. Moja cierpliwość w końcu się jednak wyczerpała i z aparatem na szyi ruszyłem przed siebie. Efekt wyprawy był taki, że zawędrowałem pod... kolejną ambonę. Chcąc nie chcąc wspiąłem się na górę i rozejrzałem po okolicy. Z ambony miałem widok na rozległą polanę, ale zarośniętą tak wysokimi trawami, że nawet gdyby przetaczało się tamtędy stado słoni, to i tak bym go nie zauważył...

zdjęcia zwierząt
Mimo wszystko postanowiłem chwilę (czytaj: trzy godziny) poczekać i zobaczyć, co będzie się działo. Nie zawiodłem się! Po jakimś czasie pod amboną pojawiła się sarna. Nie miała pojęcia, że siedzę nad nią i... ułożyła się w najlepsze w zaroślach tuż pod moimi nogami. Sytuacja zrobiła się patowa: zdjęcia zrobić nie mogłem i wiedziałem, że gdy tylko zacznę schodzić z ambony, sarna zaraz ucieknie. Niestety, miałem rację. Kiedy tylko postawiłem nogi na drabince, koza zerwała się i zniknęła w trawach. Przygoda ciekawa, ale zdjęć brak :(

Byłem przekonany, że tego dnia nic już w lesie nie zdziałam i postanowiłem wrócić do samochodu, gdy wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście. Idąc ścieżką omal nie wdepnąłem na młodego lisa! Nie zauważył mnie, choć przystanąłem może ze dwa metry od niego. Zwierz bawił się swoją zdobyczą (chyba nornicą, ale nie widziałem dokładnie, co to było) i zachowywał się trochę jak kot, który właśnie złowił mysz. Tak był tym pochłonięty, że w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi. Przykucnąłem więc, wykadrowałem i ciach - wyzwoliłem migawkę. Lis, gdy tylko to usłyszał, spojrzał w moją stronę, po czym chwycił w zęby swój obiad i błyskawicznie uciekł. I to by było na tyle.

Ze zdjęcia jestem bardzo zadowolony, bo to chyba najlepsze ujęcie lisa, jakie udało mi się do tej pory zrobić w Puszczy Niepołomickiej. Dotychczas najbardziej zadowolony byłem z fotografii, którą udało mi się zrobić ostatniej zimy. No ale teraz widzę, że "ambonowa" perspektywa to jednak nie to.