niedziela, 28 listopada 2010

Remanent 4

Nierobienia zdjęć ciąg dalszy. Tym razem zamiast gapić się na cudze fotografie postanowiłem jednak przyjrzeć się własnym osiągnięciom i grzebiąc na dysku odnalazłem katalog ze zdjęciami z jednego z letnich spotkań z sarną. Rzecz działa się w Puszczy Niepołomickiej i całą historię opisałem TUTAJ.

Przeglądając folder ze zdziwieniem stwierdziłem, że wśród zrobionych wówczas fotografii jest kilka ujęć, które podobają mi się dużo bardziej niż zdjęcie, jakie umieściłem we wcześniejszym wpisie. Zacząłem się zastanawiać dlaczego wybrałem wtedy akurat takie zdjęcie, a nie inne i doszedłem do wniosku, że stało się tak z kilku powodów. fotografia przyrodnicza

Po pierwsze musiałem uznać, że najbardziej odpowiednim ujęciem jest to, które zrobiłem w „kulminacyjnym momencie” spotkania z sarną, czyli w chwili, kiedy koza wyłoniła się z zarośli na otwartą przestrzeń i znalazła tuż pod amboną. Pamiętam, że czekałem na ten moment w dość dużym napięciu, więc o wyborze zdjęcia decydowały emocje. Poza tym na fotografii sarna widoczna jest w całej okazałości i pada na nią ciepłe światło wschodzącego słońca. Co prawda od samego początku nie byłem zadowolony z „ambonowej” perspektywy (zdjęcie wygląda przez nią, jakby zrobione było z helikoptera), ale jakoś nie zwróciłem wcześniej uwagi na pozostałe ujęcia. Aż do teraz.

"Nowe" zdjęcie zrobiłem z dużo większej odległości i sarna widoczna jest na nim tylko częściowo. Gorsze jest też światło, ponieważ wysokie zarośla okrywały zwierza wyraźnym cieniem. Trudno. Na światło nic już nie można poradzić, ale większy dystans pozwolił spłaszczyć trochę perspektywę i uniknąć efektu fotografowania z wysokości. Zdjęciu "robią dobrze" także krzaki. Trochę co prawda zakrywają one główną modelkę, ale dzięki nim lepiej widać, że zdjęcie zrobione zostało w naturalnym środowisku. I jeszcze ten wywalony język... Gdy wyzwalałem migawkę sarna zajęta była skubaniem zielska i w ogóle nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności. To się nazywa podglądanie dzikich zwierząt!

Tyle moich radosnych, teoretycznych wynurzeń. Bardzo możliwe, że z czasem zmienię jeszcze kilka razy zdanie i uznam, że inne zdjęcia są dużo lepsze, ale nie przejmuję się tym. Do starych zdjęć warto często wracać, bo zawsze można znaleźć w nich coś nowego.

czwartek, 18 listopada 2010

Najlepsze zdjęcia przyrodnicze 2010 cz.2

Własnych zdjęć ostatnio nie robię prawie wcale (nie pytajcie dlaczego!), oglądam natomiast dużo cudzych. Efekt jest taki, że dogrzebałem się do wyników tegorocznej edycji konkursu European Wildlife Photographer of the Year, organizowanego przez Niemieckie Towarzystwo Fotografii Przyrodniczej - GDT. W galerii konkursowej uzbierało się całkiem sporo rewelacyjnych zdjęć, nadesłanych przez fotografów z całej Europy. Wszystkie fotografie można zobaczyć na stronach GDT .

Głównych nagród oczywiście nie rozumiem (podobnie jak w przypadku WPY ) i muszę przyznać, że w ogóle trochę już przestaję rozumieć logikę niektórych konkursów i motywacje ich jurorów, ale trudno. Artysta ze mnie żaden (całe szczęście!) i nie muszą do nie przemawiać pewne „kanony sztuki”. Dzięki temu mam spokój i mogę z czystym sumieniem napisać o zdjęciach, które mnie podobają się najbardziej.
zdjęcia zwierząt
Ponieważ ostatnimi czasy nie mam jakoś serca do zdjęć z serii „gepard ścigający antylopę” i skłaniam się bardziej ku srogim, północnym klimatom, najbardziej przypadła mi do gustu praca Danny’ego Greena z Wielkiej Brytanii, zatytułowana „Niedźwiedź w śnieżycy”. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że… jest na nim niedźwiedź - uosobienie pierwotnej, zwierzęcej siły. Drugim powodem jest sama śnieżyca, dzięki której cała sceneria nabiera bardzo surowego, groźnego charakteru.
fotografia przyrodnicza
Wśród wyróżnionych zdjęć bardzo podoba mi się również polski akcent – „Jeleń wśród żurawi” Marka Kosińskiego. Z tego co wiem, to już samo fotografowanie żurawi nie jest zadaniem łatwym. A ile trzeba mieć szczęścia, żeby dodatkowo uchwycić moment, kiedy między tymi ptakami pojawia się jeleń?
zdjęcia przyrody
W tegorocznym konkursie GDT dużą popularnością cieszyły się też fotografie z cyklu „ptaszek na gałęzi” (to NIE JEST cynizm!). Jedną z nich jest genialne ujęcie sowy śnieżnej, zrobione przez Davida Allemand i Christophe’a Sidamon-Pesson z Francji. Zdjęcie proste i niezwykle działające na wyobraźnię. Szkoda tylko, że muszę sobie tę wyobraźnię pobudzać przed komputerem, a nie w terenie...

sobota, 6 listopada 2010

Zwierzęta naprawdę dzikie

Fotografowanie w Puszczy Niepołomickiej ewidentnie mi ostatnio nie idzie:( Zamiast robić zdjęcia albo zakopuję się w błocie, albo trafiam na myśliwych okupujących ambony, albo - najzwyczajniej w świecie - brak mi czasu i szczęścia do zwierza. Dramat! Narastająca frustracja skłoniła mnie w końcu do rezygnacji z moich wcześniejszych postanowień i udania się tam, gdzie szanse na zdjęcia są największe.

Korzystając z długiego weekendu wyruszyłem więc na jedną z dawno nieodwiedzanych ambon. Opłaciło się! Ledwo bowiem zajechałem do Puszczy, moim oczom ukazał się bardzo urokliwy widok. Oto na łące, wśród wysokich zarośli sterczały ku niebu... dwa sarnie zady. Zwierzęta skubały trawę, a ich białe lustra były jedynym, jasnym elementem w szarym, porannym krajobrazie. Trochę to może nieelegancko, że sarny postanowiły mnie przywitać - że się tak wyrażę - z dupy strony, ale niech tam. Przecież to dzikie i w lesie mieszka, można im wybaczyć:) Kozy szybko zauważyły mój samochód i zaczęły uciekać. Zwolniłem więc i wyłączyłem światła, a sarny przez chwilę biegły równo z autem, po czym spokojnie przystanęły i znów zaczęły się paść.
zdjęcia przyrodnicze
Początek był całkiem obiecujący i później również nie mogłem narzekać. Zanim dotarłem do ambony zdążyłem wypłoszyć jeszcze jedno, niewielkie stadko saren, a już na miejscu też nie musiałem specjalnie długo czekać, bo po chwili (czyli po jakiejś godzinie) w pobliżu pojawiła się kolejna modelka. Sarna pasła się spokojnie kilka metrów ode mnie i cierpliwie pozwalała się fotografować. Słysząc migawkę kilka razy odwróciła głowę w stronę ambony, ale nic nie robiła sobie z mojej obecności, dopóki nie zacząłem za bardzo się wiercić.

Później nie działo się już właściwie nic ciekawego. No może poza tym, że na drzewie, do którego przytwierdzona jest ambona - tuż nad moją głową - usiadł w pewnym momencie dzięcioł. Ptak swoim zwyczajem zaczął tłuc dziobem o pień, zasypując mnie przy okazji drobinami odłupanej kory. Tego było już za wiele - zwinąłem zabawki i ruszyłem w stronę samochodu. Najpierw wypięły się na mnie sarny, a teraz dzięcioł-prostak postanowił zrobić sobie ze mnie śmietnik. A myślałem, że zwierzęta są dzikie tylko z nazwy...