wtorek, 28 grudnia 2010

Modraszka

Sikorki to ptaki bardzo pospolite, które każdego roku masowo zlatują do mojego karmnika i pozwalają się fotografować praktycznie bez ograniczeń. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do ich obecności, że właściwie przestałem już robić im jakiejkolwiek zdjęcia, czekając za każdym razem na pojawienie się bardziej egzotycznych okazów.

Ostatnio uświadomiłem sobie jednak, że w mojej kolekcji pełno jest fotografii bogatek, a brak mi w miarę przyzwoitego zdjęcia sikorki modrej. Nie twierdzę, że nigdy nie zadałem sobie trudu, aby uwiecznić modraszki, ale dotychczas jakoś nie udało mi się zrobić satysfakcjonującego ujęcia. Stało się tak pewnie dlatego, że bogatki są ptakami odrobinę spokojniejszymi i łatwiej uchwycić je w kadrze niż bardzo ruchliwe sikorki modre.
zdjęcia przyrody
Postanowiłem więc nadrobić zaległości i podczas ostatniej sesji przy karmniku celowałem obiektywem wyłącznie w modraszki. Na brak okazji narzekać nie mogłem, ale łatwo wcale nie było, bo - jak już wspomniałem - sikorki modre do najspokojniejszych ptaków nie należą. Przylatują do karmnika dosłownie na sekundę, porywają ziarno i znikają, a w najlepszym razie skaczą po gałęziach jak poparzone i nie potrafią ani chwili usiedzieć w jednym miejscu. Koszmar! W końcu udało mi się jednak trafić na w miarę opanowaną zawodniczkę, która przysiadła na moment i dała mi szansę na spokojne wyzwolenie migawki.

Ujęcie nie jest może idealne (mogłoby być trochę lepiej wykadrowane), ale mimo wszystko jestem z niego zadowolony. Chyba pierwszy raz udało mi się uchwycić modraszkę naprawdę nieruchomą i zrobić jej w miarę nieporuszone zdjęcie. Teraz z czystym sumieniem mogę wrócić do fotografowania innych, rzadszych gatunków ptaków.

środa, 15 grudnia 2010

Operacja kwiczoł

Pierwsze ptasie zdjęcie w tym sezonie. Zanim jeszcze spadł śnieg postanowiłem sprawdzić, jak spisuje się nowy karmnik, lecz po kilku godzinach spędzonych w altance przekonałem się, że ruch w interesie jest jeszcze marny i wróciłem do domu z niczym. Właściwie to zrezygnowałem już z robienia zdjęć i wylegiwałem się przy kominku, gdy nagle zobaczyłem przez okno, że po trawniku w ogrodzie biegają jakieś ptaki. Były to kwiczoły, których nigdy wcześniej w moich stronach nie widziałem. Trzy lub cztery ptaki przez dłuższą chwilę żerowały na ziemi, po czym jeden z nich poderwał się nagle do lotu i przysiadł na pobliskim krzaku ognika.

- Wyjdź, spróbuj, może uda ci się zrobić zdjęcie - namawiali mnie Rodzice, z którymi spędzałem ten dzień. - Nie da rady - stwierdziłem. Jest już za późno, a poza tym, zanim zdążę się ruszyć, ptak na pewno już odleci - upierałem się. Do fotografowania nie trzeba mnie jednak długo zachęcać, więc już po chwili wskoczyłem w buty, chwyciłem aparat i wyszedłem do ogrodu. No i się zaczęło!
zdjęcia przyrodnicze
Moją jedyną możliwością było podejść do kwiczoł
a jak najbliżej i zrobić mu zdjęcie z ręki. Aby go nie spłoszyć, specjalnie obszedłem dom dookoła i z wolna zacząłem podchodzić do ognika. Od krzaka dzieliła mnie straszliwa wręcz odległość (czyli jakieś dziesięć metrów) i co gorsza musiałem dreptać samym środkiem ogrodu bez jakiejkolwiek osłony.

Po przejściu kilku kroków podniosłem aparat do oka i zrobiłem pierwszą serię zdjęć. Efekt był mizerny. Światła jak na lekarstwo, ciężki teleobiektyw drżał w rękach i wszystkie zdjęcia wyszły poruszone. Ale kwiczoł ani drgnął. Znów kilka kroków, kolejna seria i... znowu nic z tego. A kwiczoł jak siedział, tak siedzi. Jeszcze parę metrów, przysłona otwarta na pełną dziurę, czułość podkręcona do 1600 ISO, następna seria i... trochę lepiej, ale to jeszcze nie to. Kwiczoł nadal na krzaku. Następne cenne centymetry, wreszcie mogę skrócić ogniskową, wykadrować, strzelić. UDAŁO SIĘ! Mam w miarę ostre zdjęcia. A kwiczoł? Odleciał. Zdążyłem w ostatniej chwili. Chyba nawet całkiem ostatniej, bo od tamtej pory kwiczoły już się nie pojawiły. Ale zima jeszcze młoda i przy karmniku wszystko może się zdarzyć. Żeby tylko inne ptaki chciały wykazać się taką cierpliwością jak kwiczoł...